0

Wszystkie smaki Gruzji w opowieści Natalii H.

Każdy ma swój sposób na poznawanie nowych miejsc. Ja zdecydowanie preferuje sposób organoleptyczny, a co za tym idzie – tani. Zatrzymywać się w kwaterach, opcjonalnie w hostelach, jeść w knajpach dla miejscowych, a nie dla turystów, wycieczki organizować na własną rękę, a nie wykupywać, rozmawiać z ludźmi, wypytywać o miejsca nie opisane w przewodnikach… W Gruzji nie zawsze się to udawało, ale…


Jak się tam dostać ?
Najtańsza opcja to WizzAir (ja leciałam z Katowic do Kutaisi) – lądowanie jest nad ranem, więc nie pozostaje nic innego jak zapakować się wraz z resztą wycieczki do busików kursujących do Tbilisi lub Batumi. Bilet jest do kupienia na stoisku na lotnisku lub do wytargowania u kierowcy. Mój cel to Tbilisi – ok. 5 godzin jazdy z jednym przystankiem na kiepską kawę. Podczas jazdy lepiej nie patrzeć na drogę tylko odespać zarwaną noc, bo wszystko co czytaliście o gruzińskich kierowcach to prawda – jeżdżą jak piraci, cały czas kurzą papierosy jeden za drugim, dużo krzyczą na innych kierowców i grożą im słowami, które niekoniecznie chciałabym przetłumaczyć.

Gdy będę jechać do Gruzji drugi raz zdecydowanie będę polować na bilet do Tbilisi (chociaż będzie to wymagało przesiadki) – szkoda tracić dwa dni na przejazdy, bo powrót do Kutaisi też musi być wcześniejszy ze względu na nocny przelot do Polski.

Gdzie spać ?
Co kto woli – można znaleźć i droższe hotele i tańsze hostele ( gdzieniegdzie perełki – jak na zdjęciu). Ja polecam home staying – nocne opowieści Pani Iriny (bo tam prawie każda gospodyni to Irina) przy kieliszku domowej czaczy niezapomniane. Ofert takiego noclegowania wszędzie jest dużo – trzeba się tylko przejść i popytać. Z młodszym i średnim pokoleniem można komunikować się po angielsku, starsi w większości znają tylko gruziński i rosyjski.

A jeżeli ktoś woli hostel to też do wyboru do koloru, ja mogę polecić Namaste Hostel  –  okolica nie wygląda ciekawie jednak ma on jedna zasadniczą zaletę: mieści się na zboczu graniczącym z odrestaurowaną starówką, z balkonów można podziwiać panoramę całego miasta. A 3 minuty na piechotę znajduje się piękne, odnowione serce Tblisi.

Ludzie
Jedyni w swoim rodzaju. Cudowni i niepowtarzalni. Serdeczni, głośni, uprzejmi, gościnni. Pomagają sobie nawzajem i turystom. Przykłady? Proszę bardzo: pewien młodzieniec przetransportował się z nami na drugi koniec miasta, żeby pokazać nam drogę do hostelu. Zdecydowanie nie było mu po drodze. Nie chciał podziękowań –  poprosił o dobre myśli o Gruzji i jej mieszkańcach.

Innego dnia jechaliśmy w ciasnej marszrutce (ichniejszy busik w stanie rozkładu), ja siedziałam koło starszego mężczyzny, lekko brudnego i niekoniecznie świeżo pachnącego. Pan co chwila na mnie patrzył aż czułam się nieswojo. Zaczął szperać po spodniach – a ja zaczęłam rozważać wcześniejszą wysiadkę. A Pan wyjął pisankę i mi ją podarował – bo była Wielkanoc i każdy musiał mieć swoją. Potem przez resztę trasy snuł opowieści o mijanych miejscach – przemiły człowiek. Mam nauczkę, żeby nie oceniać ludzi zbyt pochopnie.

Gdy podróżowaliśmy, bardzo często zdarzało się, że obcy ludzie brali na kolana torebki/siatki/bagaże osób, które nie miały już miejsc siedzących. Zaskakujące to było i odświeżające wiarę w ludzi.

Jedzenie
Chyba każdy już słyszał o chaczapuri – placku nadziewanym podpuszczkowym serem. Mnie najbardziej smakowała wersja adżarskia, w której z ciasta jest formowana łódka z serowym nadzieniem, a po upieczeniu (obowiązkowo w piecu) na wierzch daje się żółtko jajka i masło. Bomba kaloryczna, ale przecież raz się żyje 🙂

Chinkali – kolejna kultowa potrawa. Sakiewki z ciasta pierogowego z nadzieniem różnorakim. Najpopularniejsze jest nadzienie mięsne, które w trakcie gotowania puszcza rosół. Zjedzenie i nie oblanie się jest swego rodzaju sztuką.  W każdej dobrej knajpie znajdziecie też chinkali z grzybami, serami, warzywami wszystkimi razem i każdym z osobna, na słono, na słodko, na ostro… Pycha!

I pamiętajcie – nieważne jakie chinkali wybierzecie i jak smakowite by nie było nie zapomnijcie zostawić ogonków!  Gruzini mają przesąd, że kto zjada  ogonki jest skąpy 🙂 A ja się dziwiłam, czemu się z nas kelnerka śmiała, gdy za pierwszym razem zabrała pusty talerz…

A czym popić? Gruzińskie wina cieszą się ogromną sławą, ale jakoś tylko raz udało nam się trafić na smaczne i nie liczyłabym na to w knajpkach. Coś mocniejszego? Czacza! Wypala gardło 🙂 A niealkoholowo – oranżady w różnych smakach. Lepkie toto, słodkie… ale dzięki nim znów poczułam się, jak we wczesnych latach 80tych.

Czurczele – zatopione w zagęszczanym soku orzechy. Żuje się jak twardą gumę. Niedrogie, można je kupić na każdym rogu. Warto przywieźć je z podróży, jako ciekawostkę, na prezent dla rodziny oraz kolegów i koleżanek z biura.

A śniadanie? Zawijany w gazety, świeżo pieczony chleb prosto z piekarni starczy za cały posiłek:)

Zawsze warto wiedzieć, gdzie dobrze zjeść. Ja wszystkim polecam:
Machakhela
23 Tumaniani Str.
Tbilisi
Restauracja położona w świetnym miejscu – na granicy odnowionej części miasta. Jedzenie przepyszne, świeże, jest przygotowywane na bieżąco, a całemu procesowi można się poprzyglądać przez szybkę.  Miejsce to polecam między innymi dlatego, że w gruzińskich restauracjach dość często podawane są produkty z mrożonek kupowanych w sklepach – ohyda. Miejsce to ma tylko jeden minus – w całym lokalu można palić, a dym potrafi skutecznie zepsuć smak najlepszej nawet potrawy.

Do innych tradycyjnych potraw należą też przepyszne zawijańce z grillowanych bakłażanów z pastą orzechową i granatem, zupa charczo, kiszone warzywa (nie tylko ogórki ale i np. pomidory). Wszystkiego warto spróbować!

Najlepszy posiłek, jaki zdarzyło nam się jeść był po drodze do Stepancmindy – w niedużej wiosce Pasanauri, gdzie dotarliśmy zupełnie przypadkiem – kierowca marszrutki stwierdził, że dalej nie jedzie i zapytał, co chcemy robić. Jednym głosem rzekliśmy – jeść! Podjechał do niedużej chaty, zapytał babuleńkę, czy ma jeszcze coś na obiad. I babuleńka podała – i chinkali, i chaczapuri, i – wreszcie! – naprawdę dobre wino.
Jak ktoś zawita w okolicę … – ostatni dom po lewej 😀

Miejsca
W podróżach w ogóle, a w Gruzji szczególnie warto być elastycznym. Gruzja jest niewielkim krajem, ale bardzo mocno zróżnicowanym pod kątem geograficznym – są tu morza, jeziora (w tym wyschnięte słone), rzeki, doliny, górki,  góry i górzyska – każdy coś dla siebie znajdzie.  Taka różnorodność sprawia, że w każdym rejonie może w danym dniu panować inna pogoda. My sprawdzaliśmy rano prognozę i jechaliśmy tam, gdzie akurat była ona korzystna. Dzięki temu udało nam się zobaczyć:

Tbilisi – samo miasto ma wiele do zaoferowania:

  • Narikala – twierdza z IV wieku górująca nad miastem. Można do niej dojść na piechotę, lub wjechać kolejką linową.
  • Kaszweti – świątynia Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego w Tbilisi
  • Kościół Norashen
  • starówka z łaźniami na czele – grzech nie skorzystać!

  • Meczet

Tbilisi to też świetna baza wypadowa – w zasięgu kilku godzin jazdy znajdują się największe atrakcje:

Mtskheta (Mccheta) – dawna stolica Gruzji. Nazwa dla przeciętnego Polaka nie do wymówienia. Bardzo estetyczne miejsce. Do zwiedzenia katedra, kilka monastyrów, w tym  jeden po dłuższym spacerze na pobliskie wzgórze:

Gori – Miasto urodzenia Stalina. Znajdziemy tam poświęcone mu muzeum. W pobliżu są też ruiny twierdzy Ksanis Ciche i znacznie ciekawsze skalne Miasto Upliscyche. Spokojnie można się tam porozumieć z każdym napotkanym taksówkarzem, który za nieduże pieniądze dowiezie nas gdzie chcemy i odbierze po zakończeniu zwiedzania.

Obowiązkowy punkt programu to Stepancminda i położony w jej pobliżu klasztor Cminda Sameba.
Można tam wynająć dżipa z kierowcą i wjechać pod górę, ale ja polecam wejście. Co prawda w górach pogoda zmienną jest i trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność, jednak uważam, że okolica należy do jednych z najpiękniejszych w Gruzji. Warto zatrzymać się tam na dłużej – poza wędrówkami pieszymi – przy ładnej pogodzie można ruszyć w góry konno. A na największych twardzieli czeka tu góra Kazbek.

Wszelkie niespodzianki pogodowe zrekompensują nam widoki:

David Goreje (Dawit Garedża) – częściowo wykuty w skale i wciąż zamieszkały kompleks monastyrów. Fantastyczna widokowo jest sama droga do niego – wyjątkowo zamiast z dworca proponuję busa z Placu Wolności (jest to też ostatni przystanek busa z/do Kutaisi).

Ponieważ monastyry leżą praktycznie na granicy gruzińsko – azerskiej polecam około 1-2 godzinny spacer dookoła całego kompleksu. Jest tam tylko jedna ścieżka i prowadząca dokładnie po granicy:

Na zakończenie..
Mnie się udało tyle zwiedzić w 2 tygodnie. Gruzję mogę polecić z czystym sumieniem, a ja sama na pewno do niej wrócę – czeka tam na mnie jeszcze ogrom nieodkrytych miejsc. I dużo jedzenia 🙂

Zdjęcia i tekst Natalia Horak z działu Podróży Korporacyjnych eSky

Podziel się:



Kategoria: Relacje

2 komentarze

  • Katarzyna Krauze - Bieluczyk

    Wszystkim wybierającym się do Gruzji warto jednak podpowiedzieć, że to nie jest kraj dla wrażliwych nozdrzy! Tańsze noclegi zazwyczaj oznaczają stęchlizny i pleśń na ścianach. Tańsze, to znaczy takie, które wahają się w okolicach 15 GEL. Każdą kwaterę sprawdziłabym, przed zawarciem dealu. Szukając na booking postanowiliśmy postawić na nową, nie ocenioną kwaterę w Batumi ( kwatera Mataxa ) to była zła decyzja – Mataxa to jedna z najbardziej śmierdzących sypialni, jakiej doświadczyłam, a podróżuję naprawdę dużo… Co do jedzenia, dla wegetarian odżywiających się zdrowo – to znaczy – pełne ziarno, zdrowe kasze, Gruzja ma do zaoferowania bakłażany, pomidory, inne warzywa – i te są doskonałe – ale przygotowane samodzielnie . Kupowane w restauracjach są smaczne ale tłuste i raczej ciężkostrawne. Kluczowe dania kuchni gruzińskiej, , w większości przygotowane z mąki pszenicznej (gluten) to: kinkali – coś w rodzaju naszych pierogów, wypełnione mięsem, serem, ziemniakami oraz chaczapuri – chlebek w kształcie rombu z białej mąki, z serem , fasolą, lub: serem , jajkiem , masłem. Smaczne, ale na pewno nie zdrowe. Ja 6 dnia poczułam, że trzeba z tej kuchni zrezygnować na rzecz zupy warzywnej i kaszy gryczanej . Teraz rozumiem nieliczne krytyczne uwagi wobec wyjazdu do Gruzji… Dla mnie to pierwszy i ostatni raz, pomimo przepięknych krajobrazów …Każdy ma oczywiście wybór, ale tak dla równowagi , postanowiłam tego wpisu dokonać …

  • http://bezbrzeznemysli.blogspot.com/

    Przepiękny reportaż z Gruzji. Także i ja miło wspominam mój pobyt w Gruzji. Niezmiernie podobały mi się widoki z Dawid Goreja na Azerbejdżan na wulkan Kazbegi. Życzę ponownego powrotu do Georgii.

zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *