Czy w chwili, gdy wyruszacie w podróż przyświeca Wam jakiś cel? Czy pakujecie plecak lub walizkę i jedziecie dokądkolwiek? Już kilkakrotnie na łamach naszego bloga pisaliśmy o osobach, które podróżują z pasją – Magda była skłonna sprzedać wszystko, by jechać dookoła świata; Piotrek, walczył ze sobą i zmęczeniem, by zebrać środki na protezę dla jednego z podopiecznych fundacji Jaśka Meli. Dziś opowiem Wam historię Anny i Jakuba, którzy wyruszyli w świat, by odnaleźć Witkacego. Tak, tak właśnie tego „wariata z Krupówek”. Dlaczego i gdzie go szukali?


To było pierwsze pytanie, które zrodziło się w mojej głowie, gdy dowiedziałam się o projekcie, Jakub odpowiedział: Pomysł powstał spontanicznie. Witkacym, w stopniu podstawowym, interesowaliśmy się zawsze – przeczytaliśmy kilka dramatów, znaliśmy parę obrazów i fascynowało nas to, jakie rzeczy mogą powstać pod wpływem używek. I to byłoby na tyle, gdyby Ania pewnego dnia, nie trafiła na informację, że Witkacy wraz ze swoim przyjacielem Bronisławem Malinowskim wyjechał na Cejlon i do Australii, a potem – w tajemniczych okolicznościach – przedostał się do Rosji i walczył w armii carskiej.

Próba zgłębienia twórczości danego artysty nigdy nie jest łatwa. Specjaliści od teorii literatury podają różne metody badawcze, Ania i Kuba ruszyli w podróż, by doświadczyć miejsc, które niegdyś odwiedził Mistrz. Mając nadzieję, że to pomoże im zrozumieć więcej: Nie chcieliśmy tylko i wyłącznie podążać od punktu A do B. Podróże zawsze zmieniają, zwykłych ludzi w mniejszym stopniu niż artystów, a tutaj mamy do czynienia z epizodem, który niemalże definiuje Witkacego. (…) Zupełnie inaczej patrzymy teraz na jego obrazy czy dramaty… widzimy źródła Czystej Formy w Cejlonie z początku XX wieku…

Podróże Witkacego bywały przypadkowe. Na Sri Lankę i Antypody, które Jakub z Anią wymieniają jako miejsca, które wywarły na nich największe wrażenie, artystę zawiodła trauma po samobójstwie narzeczonej i przyjaźń z Bronisławem Malinowskim. To było niesamowite, móc odwiedzać miejsca, w których przed stu laty gościł Witkacy, hotele, w których się zatrzymywał i chciał popełnić samobójstwo, werandę, na której popijał kawę. Na parze wrażenie zrobił również Petersburg, w ich odczuciu to miasto nadal nosi w sobie ducha rewolucji.


Chcąc wyruszyć na wyprawę, mającą pomóc w zrozumieniu twórcy i jego dzieł, należy się dobrze przygotować. Spakowany plecak, zebrane środki, kupione bilety lotnicze i zarezerwowane hotele to za mało… Jakub i Anna spędzili wiele godzin w bibliotekach. Czytali nie tylko dzieła samego Mistrza, ale także reportaże pomagające im zrozumieć realia czasów, w które chcieli się „przenieść”: (…) wyszukaliśmy reportaże o Cejlonie z końca XIX oraz początku XX wieku. I ten obraz wyspy, wtedy jeszcze kolonii brytyjskiej, urzekł nas. Żałujemy, że dziś zachował się zaledwie ułamek tego, co widział Witkiewicz.

Po tygodniach spędzonych nad książkami, plan podróży powoli przybierał realne kształty. Podróżniccy zamierzali spędzić za granicą czas od marca do października 2012 r. i odwiedzić m.in. takie miejsca jak: Sri Lanka, Australia, Egipt, Odessa, Sankt Petersburg, a także Słupsk i oczywiście Zakopane. Tropikalny etap podróży Witkacego, czyli dzisiejszą Sri Lankę i Australię, chcieliśmy zrobić dokładnie w tej samej kolejności. Australię odwzorowaliśmy z archiwum bibliotek australijskich oraz jednego polskiego opracowaniach z lat 70-tych.


Szczegóły związane z podróżą Ania i Kuba opisali na swoim blogu i udokumentowali filmami, które można obejrzeć na Youtube. Na koniec warto podkreślić jeszcze jedną, bardzo ważną rzecz. Podróżniccy potraktowali swoją wyprawę, jak projekt edukacyjny mający służyć nie tylko im. Odwiedzili miejsca, w których Witkacy gościł podczas przełomowych momentów swojego życia, przez rozgłos, który starali się nadać sprawie odkrywali przed zainteresowanymi kolejne zagadki z życia mistrza. Nawiązali współpracę z serwisem lubimyczytać.pl, by na jego łamach pobudzić dyskusję o tym niezwykłym autorze: Witkacy to trudny temat – wszyscy go kojarzą, nikt go nie zna. Kultura, szczególnie ta wyższa, ma niszowe grono odbiorców. My nie patrzymy na „Szukając Witkacego” jak na projekt artystyczny, ale robotę reporterską. Chcieliśmy wykorzystać wszelkie możliwe formy, które nie spłycą przekazu, a go wzbogacą i uczynią bardziej atrakcyjnym dla czytelnika. Zależy nam, aby ten mało znany fragment jego życia został szerzej poznany, i dlatego traktujemy „Szukając Witkacego” także jako swego rodzaju edukację.

Fotografie: Anna i Jakub Górniccy – Podróżniccy.