Tekst powstał we współpracy z Olą Stalmach i Kubą Leśniakiem, prowadzącymi blog FollowTheSnails.

Ostatnio zastanawialiśmy się, czy można jeszcze znaleźć raj na ziemi i zaciszne miejsce bez turkotu silników samochodowych i odgłosów imprezy typu “full moon party” prosto z dżungli. Tak, da się! A jak? Zaraz Wam to opiszemy 🙂

Które z azjatyckich wysp warto zwiedzić?

Jak sami doskonale wiecie, w dzisiejszych czasach gonitwa za sukcesem, zbudowaniem wielkiego domu i zakupem przepięknego, błyszczącego samochodu jest tak ogromna, że często gubimy rachubę i nie wiemy kiedy czas przeleciał nam koło nosa. W takich sytuacjach warto przystanąć na chwilę, położyć się w hamaku i cieszyć otaczającą nas przyrodą. Poszukać miejsc, które uspokoją nasze skołatane nerwy i pozwolą naładować baterie, by móc mierzyć się z rzeczywistością. Mieliśmy to szczęście, że odkryliśmy takie zaciszne miejsca, a w dodatku za niewielkie pieniądze. Jak się chce, to się da 🙂

Koh Rong Sanloem (c) FollowTheSnails

Naszą podróż do egzotycznych miejsc zaczęliśmy od Tajlandii, która w 2012 roku pokazała nam, że warto podróżować i poznać choć część tych magicznych miejsc na naszym globie. Pooddychać zupełnie innym powietrzem, posmakować kuchni nie z tej ziemi i pokąpać się w każdym z trzech oceanów. Dlatego zdecydowaliśmy, że po męczącej przeprawie (kwestia tysięcy przejechanych kilometrów) w Ameryce Południowej nasz start w Azji zaczniemy właśnie od Tajlandii i wyspy Koh Chang.

Na naszej liście jest to w tym momencie numer jeden wśród tajskich wysp, których jest ponad 500. Na tej właśnie każdy może znaleźć coś interesującego dla siebie.

Jak dotrzeć i co zobaczyć na Koh Chang?

Koh Chang urzeka swoją dziewiczą przyrodą, pięknymi plażami ze złotym piaskiem i błękitnym morzem!

Koh Chang (c) FollowTheSnails

Z Bangkoku (za 250 batów na osobę) można wziąć autobus w kierunku miejscowości Trat. Autobus dojeżdża pod sam prom, który dowozi nas już na wyspę (80 batów). Lądując na miejscu, najlepiej od razu wynająć sobie skuter na kilka dni i prosto z przystani śmigać w głąb wyspy.

Koh Chang ma kilka pięknych plaż: Kai Bae Beach, Lonely Beach, Bailan Beach itd. my wybraliśmy White Sand Beach. Niezatłoczone miejsce, z białym, czystym piachem, bungalowami wręcz wciśniętymi w środek dżungli i relaksującym masażem o zachodzie słońca! Rano budzą cię małpy skaczące po dachu Twojego domku :). Lądując na Koh Chang, warto zarezerwować sobie jeden dzień na zwiedzanie wyspy skuterem, wybierając nieznane szlaki na których możemy napotkać słonia, małpę czy węża. Zatrzymywać się w lokalnych barach czy restauracjach, aby spróbować owoców morza czy napić się shake’a z mango.

Jeżeli lubimy snorkling, na wyspie znajdziemy kilka miejsc z rafą koralową i różnobarwnymi rybami. Najlepiej podpytać w hotelu, które miejsce najlepiej wybrać (zresztą, już kupując bilet autobusowy w Bangkoku, dostaniecie mapkę z atrakcjami wyspy). Wieczorami wzdłuż lokalnych uliczek rozkładają się stragany, gdzie można spróbować tajskiego street food’a w licznych barwach i smakach. Nic, tylko pałętać się między stoiskami i próbować,  próbować i próbować 🙂

Koh Chang non stop zachęca do tych wszystkich małych przyjemności, co sprawia, że można się na chwilę zapomnieć i odłożyć cały świat na bok. Tak,  właśnie dlatego tam kiedyś wrócimy!

Atrakcje Koh Rong Sanloem

Południem Azji mkniemy aby odkryć kolejną wyspę, która znajduje się w Kambodży. Kraj raczej bardziej znany z największego kompleksu świątyń na świecie: Angkor Wat. My zdecydowaliśmy się jednak poznać bliżej kambodżańskie wyspy. Wylądowaliśmy na Koh Rong Sanloem.

Koh Rog Samloem (c) FollowTheSnails

Dostać się na nią najlepiej promem (tzw. “slow boat”) z miejscowości Sihanoukville. Koszt to ok. 5/7 $ w jedna stronę. Można też wybrać z licznych agencji “speed boat” (polecaną przez wszystkich tuk-tukowców), gdzie w jedną stronę zapłacimy nawet 14$ (w zamian za oszczędzone pół godziny).

Wyskakujemy z promu na wyspę i uderzają nas już dwie rzeczy: wszędzie piękne, drewniane łódki, a piasek aż świeci białością! Dookoła rozciąga się dżungla, poprzetykana klimatycznymi domkami, bez ogromnych drapaczy chmur, bez przemysłu turystycznego. Poszukujemy skutera do wynajęcia… i okazuje się, że w porównaniu do tajskiej wyspy, tutaj nie ma asfaltu, nie ma skuterów dla turystów! Wszędzie dostajemy się pieszo albo łodzią :). Już nam się podoba, jest pięknie!

Na wyspie znajdziecie niewielkie plaże, na których można poznać naprawdę ciekawych ludzi. Aby dostać się z Saracen Beach do Sunset Beach należy pieszo przejść dżunglę (okolo 30 minut). Tam na swojej drodze możesz spotkać różne zwierzęta. Te miłe, jak motyle, ptaki i jaszczurki i te mniej miłe, a nawet niebezpieczne – kobry (ale spokojnie, te wychodzą na polowanie w nocy, więc wtedy należy zaniechać samotnych spacerów przez dżunglę). Na Koh Rong Sanloem znajdziecie miejsca do snorklingu, wypożyczalnie kajaków i miejsca dla odludków (na przykład plaża “Millitary Beach” to miejsce jeszcze niezagospodarowane, gdzie rzadko można spotkać żywego ducha, udając się na nią weźcie ze sobą przekąski i wodę). Obowiązkowo należy odwiedzić Lazy Beach nocą, gdzie w świetle księżyca można wykąpać się w świecącym planktonie.

Są to prawdopodobnie ostatnie chwile, kiedy można zobaczyć tę wyspę taką, jaką ją opisujemy. Widzieliśmy również duże obszary wykarczowanej dżungli. Pewnie za rok czy dwa będzie tam pełno luksusowych kurortów, dróg, centrów handlowych, restauracji, itp.  Wybierając się teraz do Kambodży, może uda Wam się jeszcze skorzystać z prawdziwego piękna Koh Rong Sanloem.

Co robić na Cat Ba?

Na koniec została nam do opisania wietnamska wyspa Cat Ba. Zupełnie inna niż dwie powyższe. Część turystów wybiera się na nią, gdyż jest to baza wypadowa do zwiedzenia Ha Long Bay (pomysł jak najbardziej trafiony). Praktycznie każdy hotel za 15$ na osobę oferuje całodniową wycieczkę do Narodowego Parku Ha Long Bay. Wycieczka obejmuje: pływanie kajakami między jaskiniami, snorkling, zakupy na floating market, zwiedzanie Monkey Island, a na koniec dostajemy na łodzi lunch ze świeżutkimi owocami morza! Pychota!

Cat Ba (c) FollowTheSnails

Cat Ba to raj dla miłośników seafood. Praktycznie w co drugiej restauracji znajdziemy ogromne akwaria że ślimakami, krewetkami, mulami, ostrygami, krabami, płaszczkami itd. Będąc na wyspie, warto wybrać się na całodniowy trekking do Cat Ba National Park (ok. 6 godzin podróży w jedna stronę) i spać w wiosce na wodzie, czyli Floating Village, z której na drugi dzień wrócimy promem do centralnej części wyspy. Cat Ba swoim wyglądem przypomina mikro wioskę rybacką, w zatoce kotłują się przycumowane kutry, a zapach smażonych ryb niesie się po deptaku wzdłuż morskiego brzegu. Odpoczywasz, opalasz się i pysznie jesz otoczony przez uśmiechniętych Wietnamczyków. Jak nie kochać tego miejsca?

Wszystkie te wyspy, mimo że różne, mają swój wspólny mianownik – można szybko i zdrowo zapomnieć o zmartwieniach i przez moment poczuć czystą beztroskę. Już dwa, trzy dni wciągają! Jeśli jednak macie tylko sposobność, zaszyjcie się na którejś z nich na dłużej 🙂

Wszystkie zdjęcia zostały wykonane przez Olę i Kubę z bloga FollowTheSnails.

Które z azjatyckich wysp warto zwiedzić?

Tekst powstał we współpracy z Olą Stalmach i Kubą Leśniakiem, prowadzącymi blog FollowTheSnails.

Ostatnio zastanawialiśmy się, czy można jeszcze znaleźć raj na ziemi i zaciszne miejsce bez turkotu silników samochodowych i odgłosów imprezy typu “full moon party” prosto z dżungli. Tak, da się! A jak? Zaraz Wam to opiszemy 🙂

Jak sami doskonale wiecie, w dzisiejszych czasach gonitwa za sukcesem, zbudowaniem wielkiego domu i zakupem przepięknego, błyszczącego samochodu jest tak ogromna, że często gubimy rachubę i nie wiemy kiedy czas przeleciał nam koło nosa. W takich sytuacjach warto przystanąć na chwilę, położyć się w hamaku i cieszyć otaczającą nas przyrodą. Poszukać miejsc, które uspokoją nasze skołatane nerwy i pozwolą naładować baterie, by móc mierzyć się z rzeczywistością. Mieliśmy to szczęście, że odkryliśmy takie zaciszne miejsca, a w dodatku za niewielkie pieniądze. Jak się chce, to się da 🙂

Koh Rong Sanloem (c) FollowTheSnails

Naszą podróż do egzotycznych miejsc zaczęliśmy od Tajlandii, która w 2012 roku pokazała nam, że warto podróżować i poznać choć część tych magicznych miejsc na naszym globie. Pooddychać zupełnie innym powietrzem, posmakować kuchni nie z tej ziemi i pokąpać się w każdym z trzech oceanów. Dlatego zdecydowaliśmy, że po męczącej przeprawie (kwestia tysięcy przejechanych kilometrów) w Ameryce Południowej nasz start w Azji zaczniemy właśnie od Tajlandii i wyspy Koh Chang.

Na naszej liście jest to w tym momencie numer jeden wśród tajskich wysp, których jest ponad 500. Na tej właśnie każdy może znaleźć coś interesującego dla siebie.

Jak dotrzeć i co zobaczyć na Koh Chang?

Koh Chang urzeka swoją dziewiczą przyrodą, pięknymi plażami ze złotym piaskiem i błękitnym morzem!

Koh Chang (c) FollowTheSnails

Z Bangkoku (za 250 batów na osobę) można wziąć autobus w kierunku miejscowości Trat. Autobus dojeżdża pod sam prom, który dowozi nas już na wyspę (80 batów). Lądując na miejscu, najlepiej od razu wynająć sobie skuter na kilka dni i prosto z przystani śmigać w głąb wyspy.

Koh Chang ma kilka pięknych plaż: Kai Bae Beach, Lonely Beach, Bailan Beach itd. my wybraliśmy White Sand Beach. Niezatłoczone miejsce, z białym, czystym piachem, bungalowami wręcz wciśniętymi w środek dżungli i relaksującym masażem o zachodzie słońca! Rano budzą cię małpy skaczące po dachu Twojego domku :). Lądując na Koh Chang, warto zarezerwować sobie jeden dzień na zwiedzanie wyspy skuterem, wybierając nieznane szlaki na których możemy napotkać słonia, małpę czy węża. Zatrzymywać się w lokalnych barach czy restauracjach, aby spróbować owoców morza czy napić się shake’a z mango.

Jeżeli lubimy snorkling, na wyspie znajdziemy kilka miejsc z rafą koralową i różnobarwnymi rybami. Najlepiej podpytać w hotelu, które miejsce najlepiej wybrać (zresztą, już kupując bilet autobusowy w Bangkoku, dostaniecie mapkę z atrakcjami wyspy). Wieczorami wzdłuż lokalnych uliczek rozkładają się stragany, gdzie można spróbować tajskiego street food’a w licznych barwach i smakach. Nic, tylko pałętać się między stoiskami i próbować,  próbować i próbować 🙂

Koh Chang non stop zachęca do tych wszystkich małych przyjemności, co sprawia, że można się na chwilę zapomnieć i odłożyć cały świat na bok. Tak,  właśnie dlatego tam kiedyś wrócimy!

(…) wybraliśmy White Sand Beach. Niezatłoczone miejsce, z białym, czystym piachem, bungalowami wręcz wciśniętymi w środek dżungli i relaksującym masażem o zachodzie słońca! Rano budzą cię małpy skaczące po dachu Twojego domku.

Atrakcje Koh Rong Sanloem

Południem Azji mkniemy aby odkryć kolejną wyspę, która znajduje się w Kambodży. Kraj raczej bardziej znany z największego kompleksu świątyń na świecie: Angkor Wat. My zdecydowaliśmy się jednak poznać bliżej kambodżańskie wyspy. Wylądowaliśmy na Koh Rong Sanloem.

Koh Rog Samloem (c) FollowTheSnails

Dostać się na nią najlepiej promem (tzw. “slow boat”) z miejscowości Sihanoukville. Koszt to ok. 5/7 $ w jedna stronę. Można też wybrać z licznych agencji “speed boat” (polecaną przez wszystkich tuk-tukowców), gdzie w jedną stronę zapłacimy nawet 14$ (w zamian za oszczędzone pół godziny).

Wyskakujemy z promu na wyspę i uderzają nas już dwie rzeczy: wszędzie piękne, drewniane łódki, a piasek aż świeci białością! Dookoła rozciąga się dżungla, poprzetykana klimatycznymi domkami, bez ogromnych drapaczy chmur, bez przemysłu turystycznego. Poszukujemy skutera do wynajęcia… i okazuje się, że w porównaniu do tajskiej wyspy, tutaj nie ma asfaltu, nie ma skuterów dla turystów! Wszędzie dostajemy się pieszo albo łodzią :). Już nam się podoba, jest pięknie!

Na wyspie znajdziecie niewielkie plaże, na których można poznać naprawdę ciekawych ludzi. Aby dostać się z Saracen Beach do Sunset Beach należy pieszo przejść dżunglę (okolo 30 minut). Tam na swojej drodze możesz spotkać różne zwierzęta. Te miłe, jak motyle, ptaki i jaszczurki i te mniej miłe, a nawet niebezpieczne – kobry (ale spokojnie, te wychodzą na polowanie w nocy, więc wtedy należy zaniechać samotnych spacerów przez dżunglę). Na Koh Rong Sanloem znajdziecie miejsca do snorklingu, wypożyczalnie kajaków i miejsca dla odludków (na przykład plaża “Millitary Beach” to miejsce jeszcze niezagospodarowane, gdzie rzadko można spotkać żywego ducha, udając się na nią weźcie ze sobą przekąski i wodę). Obowiązkowo należy odwiedzić Lazy Beach nocą, gdzie w świetle księżyca można wykąpać się w świecącym planktonie.

Są to prawdopodobnie ostatnie chwile, kiedy można zobaczyć tę wyspę taką, jaką ją opisujemy. Widzieliśmy również duże obszary wykarczowanej dżungli. Pewnie za rok czy dwa będzie tam pełno luksusowych kurortów, dróg, centrów handlowych, restauracji, itp.  Wybierając się teraz do Kambodży, może uda Wam się jeszcze skorzystać z prawdziwego piękna Koh Rong Sanloem.

Wyskakujemy z promu na wyspę i uderzają nas już dwie rzeczy: wszędzie piękne, drewniane łódki, a piasek aż świeci białością! Dookoła rozciąga się dżungla, poprzetykana klimatycznymi domkami, bez ogromnych drapaczy chmur, bez przemysłu turystycznego.


Co robić na Cat Ba?

Na koniec została nam do opisania wietnamska wyspa Cat Ba. Zupełnie inna niż dwie powyższe. Część turystów wybiera się na nią, gdyż jest to baza wypadowa do zwiedzenia Ha Long Bay (pomysł jak najbardziej trafiony). Praktycznie każdy hotel za 15$ na osobę oferuje całodniową wycieczkę do Narodowego Parku Ha Long Bay. Wycieczka obejmuje: pływanie kajakami między jaskiniami, snorkling, zakupy na floating market, zwiedzanie Monkey Island, a na koniec dostajemy na łodzi lunch ze świeżutkimi owocami morza! Pychota!

Cat Ba (c) FollowTheSnails

Cat Ba to raj dla miłośników seafood. Praktycznie w co drugiej restauracji znajdziemy ogromne akwaria że ślimakami, krewetkami, mulami, ostrygami, krabami, płaszczkami itd. Będąc na wyspie, warto wybrać się na całodniowy trekking do Cat Ba National Park (ok. 6 godzin podróży w jedna stronę) i spać w wiosce na wodzie, czyli Floating Village, z której na drugi dzień wrócimy promem do centralnej części wyspy. Cat Ba swoim wyglądem przypomina mikro wioskę rybacką, w zatoce kotłują się przycumowane kutry, a zapach smażonych ryb niesie się po deptaku wzdłuż morskiego brzegu. Odpoczywasz, opalasz się i pysznie jesz otoczony przez uśmiechniętych Wietnamczyków. Jak nie kochać tego miejsca?

Wszystkie te wyspy, mimo że różne, mają swój wspólny mianownik – można szybko i zdrowo zapomnieć o zmartwieniach i przez moment poczuć czystą beztroskę. Już dwa, trzy dni wciągają! Jeśli jednak macie tylko sposobność, zaszyjcie się na którejś z nich na dłużej 🙂

Wszystkie zdjęcia zostały wykonane przez Olę i Kubę z bloga FollowTheSnails.