Zastanawialiście się kiedyś nad celami podróży? Wakacje, biznes, zwiedzanie, odpoczynek, nauka… Powodów do wyjazdów jest wiele. A słyszeliście kiedyś o wyjazdach na wolontariat? Czy komuś z Was przyszła do głowy myśl, by swój urlop „poświęcić” na wyjazd do innego obcego kraju i niesienie pomocy? Albo nawet nie urlop! Tylko tak zaplanować swoje życie czy rozwój zawodowy, by znaleźć czas na pomoc innym. Gdzie? Gdziekolwiek los pozwoli. Tak zrobiła Karolina Brach!

Karolina jest wolontariuszką współpracującej z nami – eSKY.pl – Fundacji Polska-Haiti,  została ona powołana do życia po trzęsieniu ziemi, które miało miejsce  12 stycznia 2010. Jej celem jest wsparcie mieszkańców Haiti w projektach odbudowy kraju oraz w procesie tworzenia społeczeństwa obywatelskiego, rozwoju nowoczesnego szkolnictwa, a także promocji kultury i sztuki. Dlatego też jej twórcy skupiają się na działaniach naukowych, dydaktycznych i kulturalnych.

A co jest potrzebne żeby prowadzić działania naukowe i dydaktyczne? Szkoły oczywiście! A do ich budowy są potrzebni wykształceni ludzie tacy jak Karolina Brach – architekt – nadzorująca budowę szkoły w Jacmel.  Pierwsze pytanie, jakie przychodzi do głowy, to: dlaczego? Czemu zamiast rozwijać swoją karierę zdecydowała się porzucić wygodne życie i jechać na drugi koniec świata? „Jestem z wykształcenia architektem, skończyłam Politechnikę Krakowską i Ecole Nationale Superieure d’ Architecture de Grenoble gdzie zrobiłam również uprawnienia architekta niezależnego. Pewnego dnia stwierdziłam, że mimo iż bardzo dobrze jest mi w Grenoble, mam super znajomych, góry na wyciągnięcie ręki, konia na spółkę, siatkówkę… jednym słowem wszystko co lubię, to nie zniknęła u mnie chęć dalszych podróży, zmian. Znalazłam ofertę pracy dla francuskiej Fundacji Architectes de l’Urgence, chciałam pojechać do Peru albo do Columbii, byle gdzieś, gdzie są góry. Niestety jednak tam projekty już się skończyły. Poszukiwali architektów i inżynierów do misji na Haiti. Musiałam zerknąć na mapę i cóż…powiedziałam tak!”

Karolina wspomina, że pracy było dużo i była ona ciężka: „Spędziłam tam 8 miesięcy, pracując na budowie, początkowo w odbudowie, wzmacnianiu konstrukcji małych domów w Gressier, które mocno ucierpiały podczas trzęsienia ziemi w 2010, a następnie robiąc diagnostykę, koncepcje, projekt i nadzór budowy szpitala ginekologicznego w Miragoane. Praca była naprawdę interesująca. Musiałam stać się architektem, inżynierem, geodetą i szefem budowy na raz. Całe dnie przebywałam w pełnym słońcu i obserwując jak tylko przy pomocy rąk ludzkich, bez użycia żadnych maszyn z ziemi powstają fundamenty, ściany, dachy… Nauczyłam się obsługiwać teodolit, penetrometr i sklerometr, łatać pęknięte rury workiem foliowym, tworzyć poziomicę z węża ogrodowego itp..”

Po 8 miesiącach Karolina wróciła do Polski. Nie opuściła ją jednak myśl o Haiti i o tym, że chciałaby jeszcze pomóc na wyspie. Że dni na słońcu, mimo że były ciężkie, to jednak dawały jej dużo satysfakcji. Podjęła decyzję o nawiązaniu współpracy z Fundacją Polska-Haiti. „Moja przygoda zaczęła się od nowa. Wcześniej szpital, teraz szkoła!”

Tym razem, zanim rozpoczęła pracę na budowie, miała możliwość poznać kilku podopiecznych Fundacji: „Pierwsze dni spędziłam w Port au Prince, gdzie udało mi się odwiedzić Noe, głuchoniemego 6 latka, odnalezionego w gruzach po trzęsieniu ziemi, któremu Fundacja Polska-Haiti pomaga i opłaca szkołę i sierociniec. (…) Udało mi się również odwiedzić szkołę św. Franciszka z Asyżu, w której Fundacja finansowała salę komputerową. Rok szkolny się jeszcze nie zaczął, także nie mogłam zaczerpnąć opinii uczniów, ale zauważyłam, że sala jest bardzo zadbana i urządzona profesjonalnie. Jest to osoby budynek, zamykany kratami, jako ze komputery są cenne, a niestety zdarzają się kradzieże.” Ostatecznie Karolina dojechała do Jacmel, gdzie uczestniczy i współzarządza projektem budowy szkoły podstawowej. Codzienna, ciężka praca przypomina tą, którą już wykonywała będąc na Haiti za pierwszym razem.

Czy tylko architektów potrzebuje ten kraj? Czy inni ludzie mający zapał, energię i chęć żeby wyjechać i zrobić coś w tym odległym zakątku świata, też mogliby pomóc? O to również zapytałam Karolinę: „Myślę, że jest wiele możliwości i kierunków, w których pomoc jest niezbędna. Pomoc lekarska zawsze się przyda, szpitale są często przepełnione, pomoc dla kobiet w ciąży nie wystarczająca, przypadki cholery, mimo że już mniej intensywne, to okresowo wciąż się pojawiają. Podobnie inżynierowie  i architekci,  oraz elektrycy, czy instalatorzy, mogliby znaleźć pole do działania. Kraj potrzebuje zmian, nie tylko na poziomie odbudowy i konstrukcji, ale również w edukacji. Moim zdaniem, żeby zmienić nastawienie ludzi, należy zacząć od podstaw, także nauczyciele też by byli mile widziani. Tacy, którzy zaczną uczyć przez zabawę już od najmłodszych lat, a także tacy, którzy przeszkolą dorosłych, nauczą zawodu. Ważne, by każdą pomoc organizować rozsądnie,  tak by miała wartość edukacyjną, by nie była tylko pomocą doraźną, ale żeby pozostawiła po sobie jakieś długoterminowe skutki pozytywne.”

Warunki życia na Haiti są różne. Osoby, które przyjeżdżają, by wspierać ten kraj w procesie odbudowy żyją „w luksusie”. Mieszkają w domach, w których jest bieżąca woda i prąd. Miejscowi chodzą po wodę do najbliższej rzeki, lub miejskiego ujęcia wody. Jest to zajęcie głównie dla dzieci, które dźwigają baniaki, kanistry pełne wody, często z bardzo odległych miejsc.  Z brakiem elektryczności radzą sobie inaczej – chodząc spać wraz z zachodem słońca. Wieczorami, można spotkać głównie uczniów i studentów, którzy gromadzą się przy latarniach miejskich, napędzanych energią z paneli słonecznych, by tam powtarzać lekcje, bo we własnych domach mogą liczyć tylko na światło świeczek.

Pomimo tych niedogodności Karolina podkreśla, że ludzie tam są niezwykle podobnie nastawieni do życia: „(…) ludzie są uśmiechnięci, a dzieci bardzo niewiele płaczą. Mimo biedy i wielu braków, zawsze można liczyć na głośne dzień dobry i duży uśmiech.” Ich mentalność różni się diametralnie od europejskiej. Żyją z dnia na dzień: „Mało kto zastanawia się nad przyszłością swoją czy swoich dzieci. Jutro? Będzie co ma być „si Bondye vle” – jeśli Bóg zechce.”


A jako że nie samą pracą żyje człowiek, to Karolina w wolnych chwilach stara się poznać kraj, w którym obecnie mieszka. Turystyka rozwija się tu powoli. Warunki do tego są niezłe, bo uroku temu miejscu nie można odmówić i każdy mógłby znaleźć tu coś dla siebie – karaibskie plaże, kaniony z licznymi wodospadami, góry, forty, surfing, jazda konna… Jednak w zależności od tego, gdzie się znajdziemy infrastruktura jest lepiej lub gorzej rozwinięta. „Ja preferuję turystykę z plecakiem i namiotem, ale wiem, że jest tu wiele ekskluzywnych hoteli,  dość drogich, gdzie turyści nie odczują, że znajdują się na Haiti, będą mieli pokoje z klimatyzacją, hotele z basenami i prywatnymi plażami.”


Turystycznych możliwości jest dużo i miejscowi powoli uczą się, jak je wykorzystywać: „Są góry, gdzie miłośnicy wędrówek mogą spędzić tygodnie przemierzając grań za granią, kaniony, gdzie maszerując korytem rzeki można odkryć piękne wodospady i oczka z błękitną przejrzystą wodą. Myślę, że jest wiele miejsc, gdzie można by rozpocząć kanioning czy paralotniarstwo. W jednym z rejonów powoli rozwija się również speleologia, sama miałam możliwość zwiedzić jedną z jaskiń, jeszcze nie do końca odkrytych. Niejednokrotnie można znaleźć piękne miejsca, znane tylko miejscowym, którzy będą mocno zdziwieni, widząc, jak biali w kilka minut budują swoje „kay”- domy, w tym przypadku namioty, wyciągając je z plecaków.Turysta zaopatrzony w maskę i rurkę może odkryć  podmorskie skarby, liczne koralowce i podmorskie stworzenia. Nurkowanie z butlą jeszcze nie jest bardzo popularne, ale są już miejsca, gdzie jest szansa zdobyć sprzęt i zasięgnąć porad fachowego przewodnika. Mimo, że bazy nadmorskie  nie są jeszcze zorganizowane, to znajdą się również miejsca by wypożyczyć deskę i próbować się z falami, na surfingu czy kite-surfingu.”

Sama jestem wolontariuszem, niestety nie zagranicznym. Jednak od czasu do czasu wraca do mnie myśl, by wyjechać i pomóc, gdzieś tam, daleko. Przy okazji zwiedzając świat i poznając inną kulturę. Możliwości takich wyjazdów jest sporo. Jakiś czas temu na naszym blogu była też rozmowa z Awą – studentką, która wyjechała jako wolontariuszka do Moskwy. Natomiast jeżeli chcecie znaleźć naprawdę ciekawe propozycje zajrzyjcie na National Geographic 🙂

Fot. (C) Creative Commons/Flickr: RIBI Image Library,waterdotorg, Blue Skyz Media, Blue Skyz Media, Zoriach,