Tym razem polecamy podróże po Polsce. W naszym kraju od kilku lat przeżywamy muzealny boom. Otwierają się coraz nowe placówki, stare są odnawiane. Jeszcze w tym roku zostaną otwarte nowe muzea: Emigracji w Gdyni, Śląskie w Katowicach, Piernika w Toruniu i Katyńskie w Warszawie. W kolejnych latach zwiedzającym zostaną udostępnione kolejne placówki. Nie przypominają one miejsc, które pamiętam ze szkolnych wycieczek, gdy na wejściu na buty nakładało się filcowe kapcie a w każdej bali ktoś upominał, żeby nic nie dotykać. Teraz jest inaczej. Od kilku lat w Polsce można też zwiedzać je bezpłatnie w ramach projektu Noc Muzeów, która w tym roku odbędzie się 16 maja. Zatem jeżeli planujecie jakieś majowe wyprawy po kraju to może zaplanujcie również skorzystanie z tej akcji. Inna opcja na bezpłatne zwiedzanie to spacery szlakami murali, bo tych w naszym kraju jest coraz więcej.

Mylą się Ci, którzy twierdzą, że murale w Polsce to rzecz nowa. Już w czasie II wojny światowej na ścianach malowano hasła, które miały przyczynić się do podniesienia narodowego ducha i osłabienia okupanta. Gdyby się nad tym zastanowić to powszechnie stosowano techniki dziś uznawane za street artowe – wlepki, szablony czy chociażby najbardziej znany symbol tamtych czasów malowany wszędzie – Polska Walcząca. Po wojnie pojawiła się forma, którą dziś nazywamy muralami, a na niej treści propagandowe przez kilka dziesięcioleci. Potem na miejskich murach zaczęły się pojawiać również treści reklamowe.

W połowie lat 80. Modne stało się malowanie z szablonów. Powstawały malutkie obrazki, które miały nieść za sobą idee. Nikt się pod nimi nie podpisywał, bo bardziej istotne niż autorstwo był fakt, by tę myśl rozprzestrzenić myśli, które one wyrażały. Zaprojektowany wzór często był rozprzestrzeniany po różnych miastach Polski. Potem szablony stawały się coraz bardziej rozbudowane i kładące nacisk na indywidualizm artysty – jak Lenin z deskorolką pod pachą – powstały w latach 80.

Piszę to po to, żeby osoby które uważają, że murale to nic ponad wandalizm i to jeszcze współczesny, choć trochę spróbowały uwierzyć, że nie do końca tak jest. Oczywiście stereotyp, że malują łobuzy po to by niszczyć wszystko dookoła, nie jest zupełnie bezpodstawny, ale ważne jest, żeby pamiętać, że to tylko jedna strona tego tematu.

Ostatnio malunki na ścianach „zalegalizowano” i coraz częściej nie pojawiają się one spontanicznie – przynajmniej te wielkoformatowe, będące wizytówkami miast – a na zamówienie, podczas kolejnych festiwali sztuki ulicy. Na początku stulecia takie imprezy odbywały się w Gdańsku i Płocku, a po 2010 roku, przy okazji walki o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, Street Art Festivale zaczęły odbywać się w każdym większym mieście. I tak każdego roku na miejskich murach i obdrapanych ścianach przybywają kolejne wielkoformatowe dzieła, a sztuka ulicy dla wielu osób ogranicza się właśnie do tych malunków. A niewiele osób zwraca uwagę na instalacje z ceramiki, włóczki, świecących diod czy innych tworzyw. Obrazy projektowane na budynkach czy nielegalne pomniki.

A same murale? Dzięki nim stare mury zaczynają mieć nowe życie. Czy to nie piękne? Wszyscy, którzy żyją w danym mieście lub je odwiedzają mają dostęp do ogromnej, bezpłatnej galerii wystarczy, że zdecydują się na spacer.

Jeżeli ktoś z Was chciałby przyjrzeć się tworzeniu murali z bliska to w maju i w czerwcu odbędą się przynajmniej dwa duże festiwale, podczas których będzie to możliwe. 15 maja rozpocznie się, już po raz piąty, Street Art Festiwal. Wydarzenie to, nie tylko daje szansę na przyjrzenie się pracy artystów, ale też uczestnictwo w warsztatach, debatach, pokazach filmowych. Jego idea jest taka, by możliwie głęboko wejść w miejską przestrzeń, przekształcić incydentalne malunki w projekt artystyczny, który będzie służył miastu i jego mieszkańcom. Czy się to udało? Zobaczcie sami, co na katowickich ulicach można podziwiać po poprzednich edycjach. Podobają się Wam?

Z kolei w czerwcu w Gdyni rozpocznie się piąty Festiwal Traffic Design. Od 8 do 28 czerwca na ulicach miasta będzie można poznać muralistów i popatrzeć na ich warsztat artystyczny. Motywem przewodnim festiwalu jest litera, ten pomysł argumentowany jest rosnącym znaczeniem grafiki użytkowej i identyfikacją wizualną w przestrzeni publicznej. Dlatego, przy niektórych projektach pracować będą duety – grafik z muralistą. Tak jak w przypadku Katowic do części wydarzeń organizatorzy chcą zaangażować mieszkańców i turystów, na których jak w poprzednich edycjach czeka szereg warsztatów, wystaw i spotkań. Jak poprzednie edycje wpłynęły na przestrzeń miejską. Zobaczcie sami 🙂

Na koniec warto wspomnieć jeszcze o projekcie firmy Google, która „ratuje” przed upływem czasu, wandalami i służbami miejskimi dzieła ulicznych artystów. Wszystko zaczęło się od tego, że w czasie kręcenia filmów Google Street View udało się udokumentować kilka murali z całego świata. To stało się podstawą do tego, by stworzyć internetową, dostępną dla wszystkich galerię Google Street Art, którą obecnie uzupełniają prace dodane przez internautów. Są tam prace, które można zobaczyć w polskich miastach, ale nie tylko. Można „pospacerować” sobie po Buenos Aires czy Malmo. Jak Wam się to podoba?

Gdybyście chcieli pozwiedzać Polskę, niezależnie od tego czy zależy Wam na uczestnictwie w festiwalach street artu, czy też na wizycie w tradycyjnym muzeum, polecamy Wam rezerwację hoteli za pośrednictwem naszej strony internetowej. Dzięki temu, że agregujemy oferty kilku dostawców możemy Wam zaoferować najlepsze ceny na rynku. Sprawdźcie sami.

Fot. (C) Creative Commons/Flickr: Rafal Zych, Daniel Kruczynski, Paval Hadzinski, thausj, Kaja Kozłowska, Grzegorz, Kris Duda.