0

American Dream

Czy jest jakiś kraj, w którym czujecie się jak w domu? Kochacie jak własny? Marzyliście o tym, żeby go odwiedzić, a gdy już wysiedliście z samolotu pomyśleliście – tak! właśnie tak to sobie wyobrażałam/łem. Tak było w przypadku Patrycji prowadzącej blog US Lovers. W Stanach spędziła rok, studiując, podróżując i pogłębiając swoją miłość do tego niezwykle różnorodnego kraju. Nagle wszystko było inne – białe domki, ogródki, powiewające flagi, uśmiechnięci ludzie na ulicy, mieszanka kulturowa… Postanowiliśmy zadać jej kilka pytań dotyczących tego, jak żyje się w kraju, o którym marzy wielu.

Zaczęliśmy od pytań typowo turystycznych, jako że podróżnicze inspiracje zawsze są nam bliskie. Co zatem należy zobaczyć w USA poza Nowym Jorkiem i wzgórzem Hollywood? Górzyste uliczki i cable cars w San Francisco. Universal Studios i aleję gwiazd w Los Angeles. Miami i centrum NASA na Florydzie. Wielki Kanion. Górę Rushmore. Park narodowy Yosemite. Kasyna w Las Vegas – wymienia Patrycja jednym tchem.

W przeciwieństwie do większości świata nie jest fanką NY, chociaż oczywiście zachęca do odwiedzenia tego miasta, zaznaczając jednak, co jej w nim przeszkadza: Jak dla mnie jest tam wszystkiego za dużo – za dużo ludzi, za dużo różnych bodźców, trudno tak naprawdę stwierdzić, co buduje jego klimat. Chyba właśnie ta mieszanka. Ja – ze względów sentymentalnych – wolę Chicago. Za położenie i unikatową architekturę pokochałam też San Francisco. A z mniejszych miasteczek największe wrażenie zrobił na mnie Key West na Florydzie, okropnie gorący, sielankowy, pełen małych knajpek, w których ze świeżo zerwanych owoców przygotowuje się smoothies; gdzie kury chodzą po ulicach, a przed jedną z publicznych instytucji stoi gigantyczna rzeźba przedstawiająca parę z obrazu „American Gothic”.

Patrycja przypomina, że Stany Zjednoczone na kontynencie się nie kończą i za niewielkie pieniądze można zobaczyć jeszcze więcej: Odwiedzenie np. terytorium zależnego, takiego jak Portoryko, to zupełnie inny świat. W jednym miejscu łączy się ze sobą kultura USA, Hiszpanii i Karaibów. Bilety do San Juan można kupić taniej niż z Gdańska do Warszawy, a wrażenia – gwarantowane.

Ze względu na ogrom Stanów i ich różnorodność każdy może w nich znaleźć coś dla siebie. Zapytaliśmy blogerkę, co ona wybiera, które miejsce jej jest najbliższe: Między poszczególnymi stanami są duże różnice. Każdy stan ma swój klimat, swój charakter i rządzi się swoimi prawami (dosłownie! Zresztą polecam zapoznanie się z niesamowicie zabawnymi przepisami prawa, takimi jak np. zakaz przechodzenia kurczaków przez ulicę). Alaska ma cechy, jakich nie nosi żaden inny stan. Również Hawaje mogą pochwalić się wyjątkową kulturą, nikomu nie przyjdzie do głowy szukanie odpowiedników tańca hula czy naszyjników z kolorowych kwiatów gdziekolwiek na kontynencie. Oczywiście, są grupy stanów bardziej do siebie podobnych, jak np. Illinois i Wisconsin, jednak zdecydowana większość to odrębna rzeczywistość. Ja wybieram Florydę – za jej klimat, za Miami, plaże, drinki, Key West, karaibskie wpływy, pyszne jedzenie, świeże owoce i… cudowne wspomnienia.

W Polsce pokutuje stwierdzenie, że jak jedzie się do Stanów, to nie na kilka dni, a na dłużej, a jak na dłużej, to należy zabrać ze sobą worek pieniędzy, bo USA nie są najtańszym miejscem na świecie. Czy tanie Stany są możliwe? Czy można zwiedzić ten kraj i nie wydać fortuny? Kiedy już przełkniemy cenę biletu (tanich linii lotniczych do Ameryki na razie brak, niestety), na całej reszcie naprawdę da się zaoszczędzić. Noclegi w hostelach nie kosztują więcej niż w europejskich miastach. Transport z miejsca do miejsca warto dobrze przemyśleć z wyprzedzeniem i zaopatrzyć się w bilety na tani autobus czy samolot, żeby nie przepłacać za pociąg. Popularnym sposobem na zwiedzanie Stanów – zwłaszcza w przypadku grup znajomych – jest wypożyczenie auta. Koszt takiej niezależności to ok. 20 dolarów plus paliwo, a to szczęśliwie nadal jest tańsze za Oceanem niż na Starym Kontynencie. Zaoszczędzić można też na posiłkach – i nie mam tu na myśli niejedzenia. 😉 Jednak zaopatrując się w supermarketach, przygotowując część posiłków samodzielnie czy rezygnując z solidnych śniadań i ogromnych burgerów każdego dnia można sporo zaoszczędzić. Ważne jest, jak zawsze, by zachować umiar również w oszczędzaniu i omijać miejsca, gdzie za 2 dolary można „najeść się do syta” – z reguły jest to posiłek najgorszej jakości. Zalecam też dokładne zaplanowanie wyjazdu – co, gdzie i kiedy chcielibyście zobaczyć. Większość muzeów i galerii oferuje bezpłatne zwiedzanie w wybrany dzień tygodnia, dlatego warto przygotować sobie dokładny harmonogram. Jeśli natomiast zamierzacie odwiedzić kilka amerykańskich parków narodowych, rozważcie kupno specjalnego karnetu. Pamiętajcie też o atrakcjach bezpłatnych – spacery po mieście i obserwacja tego, co dzieje się dookoła; podziwianie widoków na łonie przyrody – to bezcenne, a takie ważne podczas podróży! W Stanach popularne są też systemy kuponów – na zakupy, przejazdy, jedzenie, połączenia telefoniczne. Można na tym sporo zaoszczędzić, dlatego radzę na miejscu zorientować się, czy macie możliwość skorzystania z tego.

Jeśliby wierzyć filmom i temu, co przekazują media, to Stany nie są najbezpieczniejszym miejscem na ziemi. Pytanie, czy należy im wierzyć? Buty przewieszone przez linie telefoniczne robią wrażenie – to jasny sygnał, że w okolicy „grasują” gangi. Ale jeśli nie będziemy szukać zwady, nic nam się nie stanie. Czyli tak jak na całym świecie… Chociaż rzeczywiście, w Stanach częściej zdarzają się pościgi i strzelaniny na uczelniach, ale te wiadomości docierają do nas ze zwiększoną częstotliwością także dlatego, że w USA ludzie lubią sensację i natychmiast rozpowszechniają „szokujące wiadomości”. Poza tym, amerykańska policja cieszy się lepszą reputacją niż polska, a umundurowani faktycznie służą pomocą każdemu, kto jej potrzebuje i o nią prosi. Nie ma się czego bać.

I jeszcze jeden mit – fast foody! Każdy przecież słyszał, że najlepsze na świecie hot-dogi można kupić w Nowym Jorku, a na każdym kroku, w całym kraju są lokale z ogromnymi hamburgerami i frytkami. A do każdego posiłku pije się obowiązkowo napój narodowy – Coca Colę. Czy tak faktycznie jest? Ameryka to wolny kraj – jeśli ktoś chce jeść niezdrowo i kalorycznie, może to robić. Ale jest też miejsce dla miłośników slow food i innych dietetycznych fascynacji. Już od wielu lat Amerykanie żyją i jedzą coraz bardziej świadomie, nie chcą być stereotypowym grubaskiem z hamburgerem i puszką coli w ręku. Zdrowe delikatesy i targi ze świeżymi produktami stają się coraz popularniejsze (do uprawiania własnej marchewki zachęca m.in. Michelle Obama), a historie o tym, że prezydent oficjalnie uznał pizzę za warzywo i zaleca jej spożywanie w szkole, można między bajki włożyć – lub w najgorszym wypadku potraktować jako wyjątek potwierdzający zdrowy trend. Dania instant „urodziły się” oczywiście za oceanem, ale to nie jest tak, że wszyscy i na okrągło to jedzą. Biedniejsi mieszkańcy owszem, jedzą to, na co ich stać, a niezdrowe „żarcie” jest najtańsze – ale większość stara się jednak chociaż trochę o siebie dbać. Niewiele osób pamięta o tym, że kuchnia amerykańska jest totalną mieszanką smaków, przypraw i połączeń. Na Florydzie na talerzach lądują kubańskie przysmaki, nad oceanem je się więcej ryb, w Chinatown na każdym kroku można znaleźć doskonałej jakości jedzenie azjatyckie, nie to, co w większości polskich „chińczyków”. Jest fast food, są meksykańskie quesadillas, a nowojorskim sernikom nie dorównuje nawet tort Sachera. Jest więc z czego wybierać.

Partycja wymienia też smaki, które dla niej są obowiązkowe w przypadku pobytu w Stanach: w Nowym Jorku sernik. W Chicago – pizza deep dish, której rozmiar i ilość składników rozłożą na łopatki nawet największe głodomory. Na Florydzie – key lime pie. W Kalifornii – meksykańskie tacos. W Seattle – kawa z pierwszego Starbucksa na Pike Place Market. Burger w przydrożnym diner’s. Radzi też, by już na etapie planowania wyjazdu poszukać informacji o słynnych miejscach, w których można coś zjeść – a takich w Stanach jest masa. Wybrać się do nich i podrównać je z wyobrażeniami, które zyskaliśmy oglądając ulubione filmy czy czytając wspomnienia ukochanych pisarzy.

Na koniec zapytaliśmy jeszcze o to, co jest najbardziej charakterystyczne dla Stanów: Baseball. Burgery. Cadillaki. Patriotyzm. A na piątej, ostatniej pozycji umieszczę… całą resztę, na którą zabrakło miejsca 😉

Podziel się: