Do wyjazdu przygotowywaliśmy się długo. Przeczytaliśmy wszystko, co pojawiło się na temat Kuby w internecie. Spakowaliśmy latarki, bo podobno panują tam egipskie ciemności (ani razu nie potrzebowaliśmy), nabraliśmy lekarstw, bo w aptekach niczego nie ma (jest wszystko). Byliśmy w gotowości do szukania kantoru, bo płacenie w walucie dla turystów może nas zrujnować (nie zrujnowało).

Jeśli więc wybieracie się na Kubę, mamy dla Was kilka porad. Zjechaliśmy całą wyspę, odwiedziliśmy prawie wszystkie większe miasta i kilka wiosek. Nasze doświadczenia nie opierają się tylko na najpopularniejszych turystycznych kierunkach 🙂

Śpiewy i tańce na ulicy

To raczej legenda. Jeden raz widzieliśmy mężczyzn, którzy dla własnej przyjemności grali na gitarze, siedząc na skwerku. Wszystkie pozostałe przypadki, choć sympatyczne i porywające, były przeznaczone dla turystów.

Santiago de Cuba

Dzisiejsi Kubańczycy wystawiają za okna głośniki, wynoszą na ulicę boomboxa i puszczają na cały regulator najnowsze hity. Co ciekawe, nawet starszym ludziom, którzy dzień spędzali na krzesłach przed domami, nie przeszkadzały nowoczesne nuty.

Podobnie ma się sprawa z domino. Na pewno słyszeliście, że przed każdym domem siedzi kilku panów i rozgrywa partyjki. Widzieliśmy ich raz. I grali w szachy…

Co jeść na Kubie?

Śniadanie zawsze warto zamówić u gospodarzy – kosztuje 5 CUC od osoby, ale głodu nie czuć przez kilka godzin. Zależnie od domu, dostaniemy jajecznicę, omlet lub smażone jajka, pieczywo, szynkę, ser, naleśniki, owoce, sok z owoców, kawę, herbatę…

Kubańska kuchnia to dużo mięsa i mało warzyw, szczególnie świeżych. W restauracjach często czeka się ok. godzinę od zamówienia, ale warto – porcje są ogromne i smaczne. Dania kosztują zazwyczaj 5-15 CUC.

Ciekawe jest również jedzenie sprzedawane na ulicy. Hamburgessy, czyli tutejsze hamburgery, to prawdziwa bułka, świeżo smażone mięso i odrobina warzyw. Pizze mało mają wspólnego z włoskim wzorcem, ale można się nimi najeść. Chipsy z batatów, ryż z kiełkami, prażone orzeszki… Za te małe przyjemności zapłacimy od 1 do 5 CUC.

Co do picia?

Bez problemu wszędzie kupimy butelkowaną wodę. W sklepach dostępne są również kubańskie odpowiedniki popularnych gazowanych napojów oraz produkty kilku znanych nam marek.

Na wyspie produkowane są dwa gatunki piwa – lżejszy Cristal i mocniejszy Bucanero. Amatorzy mohito z kolei będą rozczarowani – kubańska receptura to biały cukier, sok z cytryny, niewyciśnięty liść mięty i niegazowana woda. Za to rum leją od serca. Nic dziwnego – jest bardzo tani, można go kupić na każdym kroku jako drinki, w butelkach, a nawet w kartonikach jak soczki dla dzieci. Z krajów Ameryki Południowej sprowadzane są wina i inne gatunki piw.

Na ulicy sprzedawane są świeżo wyciskane soki owocowe. Kosztują grosze, podawane są w szklankach, których myciem nikt się zbytnio nie przejmuje.

Waluta na Kubie – CUC a CUP

Na wyspie obowiązują dwie – CUP (nie ma żadnej wartości poza Kubą) oraz CUC, czyli wymienialna (np. na dolary czy euro). 1 CUC to 24 CUP. Ceny w sklepach i restauracjach zazwyczaj podane są w obu walutach.

CUC wypłacimy w bankomacie, CUC na CUP wymienimy w kantorze, ale nie ma takiej potrzeby – nic na tym nie zaoszczędzimy.

CUC potrzebna jest kubańczykom do płacenia za sprowadzane z zagranicy towary – sprzęt agd, niektóre kosmetyki, ubrania, samochody, bilety lotnicze itp. Lokalną walutą można płacić za to, co wytwarzane jest na wyspie.

Stare samochody

Tak, są. W turystycznej Hawanie może 10 proc. to kilkudziesięcioletnie wehikuły. Praktycznie wszystkie odrestaurowane, żeby wozić turystów. Większość samochodów w stolicy to współczesne, głównie chińskie i koreańskie marki, ale sporo jest również tych znanych w Europie.

Aby zobaczyć zdezelowane klasyki, trzeba wyjechać ze stolicy. W Santiago de Cuba, na drugim końcu wyspy, proporcja jest odwrotna – współczesnych samochodów jest jak na lekarstwo. Większość to stare maszyny, które niewiele mają wspólnego z oryginałami.

Zakupy

Sklepy na kartki faktycznie są tylko dla mieszkańców wyspy – nie mając kartek, turysta nic w nich nie kupi. Inaczej jest w zwykłych sklepach, przeważnie minimarketach – tu nie ma podziału, choć zdarza się, że turyści mogą płacić tylko w wybranych kasach.

Pieczywo, ser, szynka, owoce i warzywa – to kupisz bez problemu. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać. Pieczywo sprzedawane jest w piekarniach, owoce, warzywa i mięso na straganach. Są też osobne sklepy tylko z napojami. W minimarketach kupimy paczkowane sery i wędliny, ciastka, lody, alkohol, kosmetyki. Dużym wyzwaniem jest natomiast kupienie zwykłej tabliczki czekolady.

Stragan w Viñales

W sklepach nie brakuje sprzętu rtv i agd, ale wybór, w porównaniu z naszymi marketami, jest niewielki. Wybór ubrań też jest ogromny – Kubańczycy generalnie lubią markowe ciuchy. Salony samochodowe to nic niezwykłego.

Transport

Przed wyjazdem warto zarezerwować sobie bilety autobusami Viazul na dłuższe odcinki. Na miejscu często biletów już nie ma. Uwaga! Jeśli podróżujesz w nocy, przyda się polarowa bluza, długie spodnie i ciepłe skarpety – autobusy są mocno klimatyzowane.

Taxi colectivo – właściwie każdą przejażdżkę taksówką, którą wynajmujesz w kilka osób, można tak nazwać. Na dłuższych dystansach ceny są zbliżone do przejazdu autobusem, ale podróż trwa krócej. Historie o 10 osobach w samochodzie to legendy – kierowcy nie zabierają ani więcej, ani mniej pasażerów, niż może się zmieścić.

Hawana, ulica Damas

Po miastach poruszać się można taksówkami, wozami zaprzężonymi w konie, cocotaxi lub bicitaxi. Ceny warto negocjować.

Czy na Kubie jest bezpiecznie?

U nas nie ma mafii, nie ma broni, jest bezpiecznie – takie słowa słyszeliśmy przynajmniej raz dziennie – od taksówkarzy, naszych gospodarzy, przypadkowych ludzi. Kubańczycy są dumni z bezpieczeństwa, jakie panuje na wyspie. I mają rację. Przez dwa tygodnie ani razu nie czuliśmy się niepewnie w ciemnej uliczce.

Niektórzy mówią, że spokój wynika z nieustannej kontroli – podobno oczy rewolucji są wszędzie. Ale to raczej nie kontrola, a usposobienie Kubańczyków powoduje, że pozbawieni są zupełnie agresji. Nawet kłócąc się, jednocześnie się śmieją.

Gwizdy na ulicy? Oczywiście. Kierowcy konnych i rowerowych taksówek bez przerwy gwiżdżą i cmokają, żeby… utorować sobie drogę. Drogie panie, nie bierzcie tego do siebie, nie jesteście w ich typie 🙂 Miło było odpocząć od wiecznego zaczepiania na ulicy.

fot. KS/OW