Jak rozpoznajecie, że wiosna już nadeszła? Dla mnie jej pierwsze zwiastuny to nie krokus, nie skowronek, lecz … kawa, którą mogę wypić na tarasie.  Czekam na ten moment z utęsknieniem przez całą zimę, i gdy tylko zza chmur wychodzą pierwsze cieplejsze promienie słońca, jestem gotowa na wypicie mojej małej czarnej na dworze. Aby przyśpieszyć ten moment, w poszukiwaniu ciepła i kawiarenek z patio, co roku wyruszam w miejsca, gdzie przełom marca i kwietnia to już pełnia wiosny. I choć znawczynią kawy nie mogę się nazwać, jestem jej wielbicielką, i z czystym sumieniem mogę polecić Wam kilka miejsc w Europie, które na mojej kawowej liście osobistej zajmują najwyższe pozycje.

Jeśli kawa, to tylko w…

Może odrobinę Was zaskoczę, ale jedną z najlepszych kaw, jaką w życiu piłam, serwuje się nie we Wiedniu, nie w Wenecji, ale w Londynie! Podobno to właśnie Wielka Brytania, dzięki Kompani Wschodnioindyjskiej była jednym z pierwszych państw, do których zawitała kawa. Dzisiaj to w Londynie własnie działa słynna London School of Coffee, a końcem kwietnia odbywa się The London Coffee Festival (w tym roku od 27 do 29 kwietnia).

Wracając do tematu najlepszej kawy pod słońcem – będąc w Londynie, koniecznie udajcie się na Borough Market, najsłynniejszy targ spożywczy w brytyjskiej stolicy, gdzie można zaopatrzyć się w tradycyjne wyroby z całego świata. Choć targ ogromny, do niewielkiego sklepiku-knajpki Monmouth Coffee traficie bez problemu – jego znakiem rozpoznawczym jest zapach świeżo mielonych ziaren i długa kolejka przed lokalem. Napój o doskonałym aromacie i bogatym smaku, o idealnych proporcjach kawy i kremowego spienionego mleka, można wypić na miejscu, grzejąc się w promieniach słońca, zabrać na wynos lub zakupić całą paczuszkę ziaren „na potem”.

Uma bica, por favor!

Lizbona początkiem kwietnia to czas na to miasto najlepszy. Turystów jeszcze mało, a słońce przygrzewa tak mocno, że podczas picia kawy w kawiarnianym ogródku można się nawet opalić. Już pierwszego dnia w stolicy Portugalii zauważyć można, że każdy Lizbończyk rozpoczyna dzień od uma bica, a więc espresso, pitego w tym mieście obowiązkowo z odrobiną cukru (choć podobno ten tłumi smak kawy). Bica com cheirinho, a więc popołudniowa wersja małej czarnej pozwala zastąpić cukier kilkoma kroplami brandy. Smakuje wyśmienicie i doskonale nastraja na nadchodzący wieczór.

Czy wiecie, że historia produkcji kawy na skalę masową rozpoczęła się właśnie od Portugalczyka – Francisco de Mello Palheta, który początkiem XVIII w. na zlecenie ówczesnego króla „wykradł” ziarna kawy z Gujany Francuskiej i rozpoczął zakładanie plantacji kaw w portugalskiej kolonii – Brazylii?  Dzisiaj Portugalia to królestwo kawy. Wielki ekspres do parzenia espresso znajduje się w absolutnie każdym barze, pubie, restauracji i kawiarni. Najsłynniejszą lizbońską mekką uma bici jest Café A Brasileira, otworzona w 1905 roku. Przesiadywał w niej słynny pisarz Fernando Pessoa, który nad filiżanką espresso napisał podobno niejeden wiersz. Dziś, podobnie jak 100 lat temu, w knajpie serwują najlepszą w mieście małą czarną. Próbowałam, potwierdzam.

Rzym, powrót do źródła

Tej wiosny na kawę jadę do Rzymu. Bo bilety lotnicze tanie, bo w Rzymie nigdy jeszcze nie byłam, bo kawa ponoć dobra. Tak wyobrażam sobie mój poranek w Rzymie – wstaję o świcie, kiedy ulice jeszcze puste, a miasto budzi się do życia, kawiarnie dopiero się otwierają, a pierwsze promienie wiosennego słońca zaczynają ogrzewać ulice. Wybieram małą knajpkę, na jakimś niewielkim rzymskim placyku i podziwiam piękno włoskiej stolicy u boku pachnącego espresso.

To we Włoszech właśnie została otwarta pierwsza kawiarnia, w 1645 roku. Wprawdzie nie było to w Rzymie, lecz w Wenecji, ale kultura picia czarnego naparu rozprzestrzeniła się tak szybko, że w przeciągu kilku dekad, kawiarnie pojawiły się w niemalże każdym włoskim mieście.  To Włosi opanowali sztukę parzenia i picia kawy do perfekcji. Espresso obowiązkowo musi być podane w niewielkiej porcelanowej filiżance, ziarna świeżo zmielone, a kawa zaparzona w ekspresie ciśnieniowym. A smak? Równowaga pomiędzy gorzkością, słodkością i kwaśnością, z gęstą kremową pianką i aromatycznym zapachem – tak właśnie wyobrażam sobie moją kawę w Rzymie.

Smutne wieści z Paryża?

Do Paryża nie jedzie się po to, by napić się dobrej kawy, lecz by posiedzieć w kawiarni. Nie żeby kawa zła była, ale odnoszę wrażenie, że picie czarnego naparu to tutaj nie kwestia doznań smakowych, lecz towarzyskich. Le café to w Francji niemalże instytucja, „parlament dla ludzi”, jak mawiał Balzac. Picie kawy w paryskich kawiarniach wydaje się być nieodłącznym elementem życia każdego Paryżanina, tym bardziej zaskakują mnie dane statystyczne, które głoszą, że liczba les cafes w Francji drastycznie spada – w ciągu ostatniego stulecia aż o 90%! Paryskie statystyki są także zatrważające – z 45000 kawowych knajpek w 1880 roku, pozostało ich zaledwie 7000!

Będąc w Paryżu trudno jednak w te statystki wierzyć. Kawiarnie gnieżdżą się na każdym rogu, skwerku, w każdej uliczce, zawsze zatłoczone i gwarne. Najbardziej w paryskich kawiarniach lubię ich charakterystyczny wystrój – duża witryna, wyplatane krzesła, małe okrągłe stoliki w sam raz na dwie filiżanki. Polecam rozpocząć zwiedzenie miasta od kawy i chrupiącego croissanta… tak właśnie zaczyna się każdy dzień w Paryżu.

Mam nadzieję, że tej wiosny uda Wam się odbyć jakąś kawową (i nie tylko) podróż. W Internetowym Centrum Podróży eSKY.pl hotel w Londynie w kwietniu można zarezerwować  już od 103 PLN za dobę. W Rzymie za nocleg zapłacimy już od 168 PLN, podobnie w Paryżu. W Lizbonie, oprócz uma bici, czekają na Was hotele od 122 PLN w samym centrum.

Fot. (C) Creative Commons/Flickr, Þorgerður, Janesdead , Fr Antunes,  Ewan-M , Christophe Verdier, vgm8383