0

Nasze małe przygody…

Podróże Karoliny i Mariusza, autorów bloga Our Little Adventures, obserwuję od dawna – chyba od pierwszej dużej jaką wspólnie odbyli, czyli wyprawy na Kubę, jako że i mnie ten kierunek długo interesował. Potem urodziła się Mania i z podziwem i chyba lekkim sceptycyzmem patrzyłam, jak zabierają ją – zaledwie kilkumiesięczną – na drugi koniec świata. W końcu podróże z dzieckiem MUSZĄ być trudne. Teraz ruszają już czteroosobową rodziną na wyprawę do Tajlandii, Mania jest starszą siostrą i tym razem najmłodszym członkiem wyprawy będzie ośmiomiesięczny Jaś. Ich wyprawa zaczyna się już wkrótce i tym razem odbywa się ona przy małym wsparciu eSky. Dlatego też, w końcu miałam możliwość zadać podróżującej rodzince wszystkie pytania, które od dawna mnie nurtowały.

Pierwsze, co pojawia się w mojej głowie, to pytanie o trudności, jakie wiążą się z podróżowaniem z dzieckiem (jestem przekonana, że takie są!): Pierwszy raz Mania wsiadła do samolotu jak miała 3 miesiące. Polecieliśmy niedaleko, do Włoch na przedłużony weekend. Na pierwszy lot z maluchem właśnie takie rozwiązanie polecamy. Przede wszystkim, podczas krótkiego lotu będziemy w stanie sprawdzić, jak dziecko zachowuje się w samolocie. Po drugie, bardzo szybko zaobserwujemy, że już na miejscu dziecko z racji ilości wrażeń, nowych rzeczy, ludzi, zapachów zachowuje się całkiem inaczej niż w domu. Może być bardziej rozdrażnione, albo wycofane albo wprost przeciwnie – bardziej ciekawe świata. Strasznie fajnie jest to wszystko obserwować i uczyć się, w jaki sposób podążać za potrzebami swojego dziecka. Dla nas najtrudniejszą rzeczą przed pierwszą podróżą było przełamanie bariery w głowie, że dziecko może komuś przeszkadzać. A przecież to taki sam mały pasażer samolotu, gość w restauracji czy odbiorca turystycznej atrakcji jak każdy dorosły. Ma prawo być razem z nami i uczestniczyć w naszym życiu na równych prawach. Nawet jeśli zacznie marudzić lub głośno manifestować swoje potrzeby.

Chyba najmniej myśleliśmy o tym, czy sobie poradzimy. Jeśli jesteśmy w stanie pojechać na drugi koniec miasta do znajomych, spakować się na tydzień nad polskie morze czy do babci na weekend, to na pewno uda nam się pojechać gdzieś dalej. Na całym świecie są dzieci, które potrzebują tych samych podstawowych produktów, są lekarze, którzy się nimi zajmą w razie potrzeby. Są wreszcie rodzice, którzy – jak tylko zobaczą osoby podróżujące z maluchami – często sami wychodzą z inicjatywą pomocy.

Zdanie dotyczące bariery w głowie wydało mi się wyjątkowo cenne. Niejednokrotnie w samolocie „odczuwałam” obecność małych pasażerów. Kilkugodzinny lot bywa nieznośny dla dorosłego człowieka, zatem nie ma się co dziwić dzieciakom, że one okazują zniecierpliwienie podczas podróży. Czy jest szansa na to, żeby maluchy w samolocie nie były męczące dla współpasażerów?  To znowu niestety jest uzależnione od wieku i charakteru dziecka. Z takich uniwersalnych rzeczy, warto pamiętać, że jeśli mamy wybór co do godzin podróży to warto wybierać loty w nocy, czyli w naturalnych porach snu dziecka. Wspomnieliśmy też o kołysce, którą warto zarezerwować, a która ułatwia podróż zarówno nam, jak i dziecku.

Zdecydowana większość rodziców, którzy zabierają swoje dzieci na pokład, nie ma na celu uprzykrzania lotu innym pasażerom. Płacz, bo zapewne to najbardziej przeszkadza innym, jest często jedyną formą wyrażania emocji przez dziecko i ciężko mu tego zabronić. Jeśli nasze dzieci zaczynają marudzić, to – tak jak w domu – starając się zachować spokój, próbujemy znaleźć przyczynę niezadowolenia i odpowiednio zareagować. Czasem wystarczy po prostu zmiana pozycji, nakarmienie, pochodzenie po samolocie, czy wyciągnięcie jakiejś niespodzianki wziętej z domu: ulubionego pluszaka, kolorowanek czy książki. Wiemy, co nasze dzieci lubią, co je uspokaja, więc do podróży możemy się odpowiednio przygotować.

Marianka jest już „dużą” dziewczynką i przez ostatnie dwa i pół roku odbyliście z nią kilka większych podróży. Dokąd poza Włochami zabraliście Waszą córkę i czy mały Jaś był już z Wami za granicą? Pierwsza samolotowa podróż Mani to, jak już wspominaliśmy, Włochy. Potem było Chile, gdy miała 6 miesięcy, Islandia – gdy miała 11 miesięcy, prawie 2 lata, gdy była z nami w Izraelu. Teraz przed nami ponad miesiąc w Tajlandii i Kambodży. Jasia zabieramy za granicę po raz pierwszy.

Chile

Islandia

Izrael

Wierzę, że z każdą podróżą Karolina i Mariusz uczą się nowych rzeczy i mają magiczne sposoby dotyczące tego, co zrobić, żeby jak najlepiej ją zorganizować. Jaka jest lista rad dla osób, które wyruszają w podróż z dzieckiem? Niestety nie ma uniwersalnych rad. Dużo zależy od tego, w jakim wieku jest dziecko, z którym będziemy podróżować. Z naszego doświadczenia wynika, że im mniejsze, tym podróż jest łatwiejsza: mały człowiek potrzebuje w zasadzie głównie kontaktu z rodzicami. Poza tym, podróżując od pierwszych lat życia przyzwyczajamy malucha do takiego spędzania wolnego czasu.

Jeśli wybieramy się z niemowlakiem na lot międzykontynentalny, warto poprosić linię lotniczą albo agenta o zarezerwowanie tzw. kołyski (sky coat). Dzięki temu dziecko nie będzie musiało spędzać całego lotu na kolanach u rodziców.

Starsze dzieci potrzebują już znacznie więcej: to tacy mali obserwatorzy, dla których wszystko jest ciekawe. Wiedzą też, co chcą zobaczyć, gdzie pójść, czego doświadczyć. Spodziewamy się, że nasza podróż do Tajlandii z dwuipółletnią Marianką będzie się różniła od tych, które odbyliśmy do tej pory. Dlatego też postanowiliśmy się do niej trochę bardziej przygotować, niż zazwyczaj (o przygotowaniach można poczytać tu). Nie wystarczy tylko zaplanować to, co my dorośli chcielibyśmy zobaczyć. Teraz bierzemy także pod uwagę zdanie naszej córki (i niedługo pewnie Jasia, jak już zacznie mówić) i dostosowujemy plan naszej podróży do jej pierwszych zainteresowań: na pewno więcej czasu poświęcimy na poznawanie różnych zwierząt (tygrysy górą!), smakowanie owoców, o których czytamy od jakiegoś czasu, czy miejsc, gdzie spotkamy inne dzieci.

Chile

Izrael

Z takich organizacyjnych rzeczy, to dla Mani nie pakujemy już pieluch, ale zastępujemy je innym produktem pierwszej potrzeby w podróży – ulubionym książkami, kredkami i kolorowankami. Pozwalamy się Mani spakować samej w jej własny plecak i to, co spakuje zabieramy.

No i niestety po przekroczeniu dwóch lat, przeważnie zawsze zapłacimy za bilet dla dziecka tak, jak za osobę dorosłą.

I na koniec taka uniwersalna rada: bardzo ważną rzeczą w podróży są nasze emocje. Dzieci w mgnieniu oka zauważają, czy jesteśmy zmartwieni, rozdrażnieni czy przepełnia nas spokój. Dlatego też my podczas podróży staramy się odłożyć wszystkie stresy na bok i po prostu cieszyć się sobą i tym, co przed nami. Może dzięki temu nasze dzieci w podróży w zasadzie nie sprawiają nam żadnych problemów? 🙂

Jeżeli nie ma złotej organizacyjnej zasady, to pojawia się pytanie czy kiedyś przy organizacji podróży Karoliny, Mariusza i wówczas jeszcze tylko Mani, poszło coś nie tak? Czy kiedyś coś poszło niezgodnie z ich założeniami? I jak się wówczas zachowaliście? Nie da się zaplanować wszystkiego od A do Z. Mając tę świadomość, po prostu planujemy niewiele. Określamy ramowo gdzie chcielibyśmy być i rezerwujemy sobie nocleg w pierwszym punkcie naszej podróży. Dziecięcych, niezbędnych rzeczy, zabieramy tylko tyle, żeby przetrwać pierwsze dwie, trzy doby. Wychodzimy z założenia, że na całym świecie są dzieci, a skoro są, to i są dostępne produkty dla nich.

Nie zdarzyła nam się natomiast sytuacja, że nie mieliśmy gdzie spać. Dziecko w podróży pomaga. Podróżująca rodzina z dziećmi chyba po prostu wzbudza zaufanie, łatwiej jest nawiązać kontakt z lokalsami. Z naszego doświadczenia wynika, że ludzie z natury są dobrzy, więc też chętnie pomagają. Trzeba być tylko samemu otwartym na innych.

Islandia

Jeśli chodzi zaś o sytuacje-niespodzianki, to było ich kilka, ale nigdy nie zapomnimy szczególnie jednej z nich. Raz zabrakło nam pieluch dla rocznej Mani. I nie byłoby w tym nic specjalnego, gdyby nie to, że najbliższy sklep, w którym można było je dostać był 200 km dalej na trasie naszej podróży, ale i tak o tej godzinie (14:00) był już zamknięty. Ta historia przydarzyła się nam Islandii. Wyspa Ognia i Lodu to chyba jak dotąd najbardziej wymagająca nasza podróż. Sama historia skończyła się dobrze. Pomogli nam mieszkańcy, którzy zaczepiani przez nas pytaniem o możliwość pożyczenia pieluch szybko zorganizowali potrzebny produkt. Nieważne, że 3 rozmiary za duży. Liczyło się to, że zyskaliśmy dużo czasu na szukanie zapasu pieluszek.

Islandia

Przeliczyliśmy się też w Chile. Źle oszacowaliśmy czas potrzeby na drogę na lotnisko. Na szczęście, dzięki pomocy osoby, od której wynajmowaliśmy mieszkanie, udało nam się zdążyć na samolot powrotny do Polski.

Najpiękniejsze w podróżach są wspomnienia, więc nie omieszkałam zapytać Karoliny i Mariusza o ich najlepsze wspomnienia… To raczej wspomnienia emocji, niż konkretnych miejsc, a w zasadzie pamiętamy miejsca przez emocje jakie nam towarzyszyły. Niezapomniane są dla nas pierwsze kroki Mani przy dymiącym gejzerze na Islandii, wspinaczka na izraelską Masadę (Jasio w brzuchu, Mania na plecach taty) i wspólny wschód słońca na szczycie, leżenie na łące pełnej krokusów w rumuńskich górach Apuseni, przemoknięcie do suchej nitki na górskim trekkingu w Chile, zabawy Marianki z dziećmi na Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie, wyprawa rowerowa z Manią na plecach wokół chilijskiego wulkanu Villarica czy odwiedziny na farmie owiec na Islandii, podczas których nasza córeczka trzymała na rękach nowo narodzone jagniątka. Pięknych wspomnień nie brakuje.

Islandia

Islandia

Rumunia

Czym jest zatem dla rodziny wspólne podróżowanie? To przede wszystkim wspólny czas. Jesteśmy w 100% i na 100% tylko dla siebie. Nie ma rozpraszaczy, takich jak Internet, telefon, praca. Zapewniamy, że dwutygodniowy wyjazd jest w stanie zbudować dużo większą więź rodzica z dzieckiem niż dwa miesiące wspólnego czasu w domu, kiedy nie jesteśmy w stanie poświęcić dzieciom tak wiele uwagi.

Uczymy się własnych dzieci. Wrażliwości i prostoty, z którą podchodzą do świata. Mania jest już w takim wieku, że jej pytania są w stanie zatrzymać nas na chwilę, dać do myślenia. Ostatnio, widząc bezdomnego, Mania zapytała, czemu pan śpi na murku. Nie wystarcza odpowiedź, że nie ma domu. Zaczyna się prawdziwa lawina pytań z serii „czemu”. Dziecięca ciekawość świata i świeżość spojrzenia na wiele spraw, nad którymi przestaliśmy się już zastanawiać, często skłania nas do refleksji.

Wierzymy, też że w naszych dzieciach pozostaje wyraźny ślad emocji, jakie nam wszystkim towarzyszą. Mamy nadzieję, że te emocje w przyszłości zaprocentują w postaci ciekawości i otwartości na świat, inną kulturę, smaki, zwyczaje. Chcielibyśmy, żeby nasze dzieci wiedziały, że nie ma jednej uniwersalnej recepty na szczęśliwe życie, że w różnych zakątkach świata żyją ludzie, którzy różnią się od nas nie tylko wyglądem, czy kolorem skóry, ale też tym, w co wierzą. Że świat nie jest czarno-biały i nie ma gotowych prostych rozwiązań.

Podziel się: