0

OTO Barcelona!

Zdarza się, że jeden człowiek spotyka drugiego… I ten wywraca mu życie do góry nogami. I tak Justyna, świeżo upieczona magister architektury krajobrazu, spakowała się w dwie walizki i wyjechała do Barcelony… za swoją miłością, obecnym mężem, rodowitym Katalończykiem, którego poznała we wrocławskiej dyskotece.

Przyjazd do Hiszpanii od razu po studiach z minimalnym doświadczeniem zawodowym nie był łatwy, przede wszystkim okazało się, że musiałam zweryfikować moje marzenia dotyczące kariery zawodowej i zacząć od najprostszych zajęć. W momencie gdy wyjechałam – w 2011 roku – w Hiszpanii panował kryzys. Ja, choć miałam wspierającego mnie mężczyznę u boku, który pomagał mi przecierać pierwsze szlaki w mieście, cierpiałam trochę na brak znajomych i oczywiście tęskniłam za krajem. Wówczas Pau – mój mąż, namówił mnie na pisanie bloga, w którym opisuję realia życia w Barcelonie, problemy dnia codziennego, obalam stereotypy o Hiszpanii i Hiszpanach. Ponieważ w moim życiu ważna jest architektura – zresztą zaczęłam drugie studia w tym kierunku – zaczęłam pisać i o niej. Szukam w stolicy Katalonii miejsc poza turystycznymi szlakami, drążę ciekawostki. To mi się przydaje w pracy, ponieważ hobbistycznie zaczęłam oprowadzać wycieczki, po mniej utartych ścieżkach Barcelony.

Po mniej utartych czyli gdzie? Na usta samo cisnęło się pytanie, bo przecież Barcelona cała jest pełna turystów: Zaczynam zawsze od Gaudiego, jako że nawet widując Casa Batjó i Casa Mila praktycznie codziennie, uwielbiam je. Myślę, że dobrze pokazać miasto z niezwykłych punktów widokowych, to pozwala zobaczyć jego wielkość, poznać tkankę architektoniczną – miejsca, z których ja lubię to obserwować to: Bunkers El Carmel i Monjuic. Ostatnio odkryłam również Torre Bellesguard, które nie tylko jest fantastycznym punktem widokowym, ale również jednym z mniej znanych dzieł Gaudiego. Miejsca, do których zabieram turystów, to dzielnica Gotycka, która ma tyle zakamarków, tajemnic i zabytków, że można tam spędzić długie godziny i ciągle odkrywać ją na nowo. Jeżeli ktoś ma więcej czasu to proponuje miejsca oddalone od centrum: Hospital Sant Pau (niedaleko Sagrady Familii) i dzielnicę Sarria, która niegdyś była odrębnym miasteczkiem.

5229064354_e811aa0f76_b

Torre Bellesguard

Plaça d'Espanya - Plac Hiszpański

A gdyby ktoś chciał porzucić Barcelonę i jechać dalej? To w jakich miastach proponowałabyś mu przystanek? Hiszpania jest cudownym miejscem na ziemi, ale w wielu miejscach jest zwyczajnie za gorąco więc przede wszystkim proponowałabym, by wędrówki po tym kraju planować poza sezonem letnim – najlepszym momentem na zwiedzenie jest kwiecień-maj. Zachęcam do wizyty w: Sewilli, która zachwyca kolorami i wspaniałą architekturą, Madrycie, ze wspaniałymi muzeami, Grenadzie, gdzie znajduje się Alhambra – jeden z cudów świata, którego mauretańska architektura naprawdę robi wrażenie. Jeżeli chodzi o miejsca położone bliżej Barcelony, to niewątpliwie wspaniała jest Girona, z kolorowymi domkami, płynącą przez środek miasta rzeką na której jest wiele mostów. Miłośnikom sztuki polecam także Figueras, gdzie znajduje się muzeum Salvadora Dali oraz Cadaques- jest to miasto, gdzie ten artysta żył. Natomiast jeśli ktoś chce odpocząć, powinien jechać w Pireneje i pobyć bliżej natury!

Alhambra Grenada

Girona

Wracając, do tematu przeprowadzki: do czego było Ci było najtrudniej przywyknąć? A do czego najłatwiej? Do pogody! Ja wiem, że Hiszpania jest kojarzona z piękną pogodą, ale to powoduje, że w mieszkaniach nie ma ogrzewania i panuje w nich naprawdę nieprzyjemny chłód. Na zewnątrz jest z reguły cieplej, w metrze natomiast panują tropiki. Przez co, trzeba nauczyć się ubierać na cebulkę i jest to zupełnie inna cebulka, niż ta w Polsce.

Natomiast najłatwiej było mi przywyknąć do Hiszpańskiego jedzenia, które jest wspaniałe. Trzeba pamiętać, że jedzenie w tym kraju jest niezwykle istotne. Posiłków się nie spożywa, a celebruje się je. Chyba z tego wynika kultura „tapas”, które nie są daniem a stylem jedzenia, pozwalającym zasiąść wieczorem z przyjaciółmi, postawić na stole rozmaite przysmaki – krewetki, frytki, czosnkowy sos ali oli oraz kawałki szynki czy innego rodzaju mięsa do tego koniecznie kataloński chleb z pomidorami… i ucztować, próbując tego, na co ma się w danej chwili ochotę. Pozwala to spróbować wielu typowych dań, a przy tym się nie przejeść – lub odwrotnie zakończyć wieczór ze zbyt pełnym brzuchem.

tapas

Justyna opowiada o tradycyjnych daniach, które ona bardzo lubi, „paelli” czyli potrawie z ryżu, do której dodawane są owoce morza, warzywa lub mięso; i „tortilla de patatas” czyli tortilli z ziemniaków i jajka, która jedzona jest zarówno na ciepło, jak i na zimno jako „wsad” do kanapek. Zachęca też do skosztowania deserów „Crema catalana” (krem kataloński) – gęstego domowego budyniu z zaschniętym cukrem oraz „flan” – zimnego puddingu z karmelem.

Mówi też o tym, że dla Hiszpanów jedzenie jest jednym z elementów świętowania. Są tradycyjne święta miast czy dzielnic podczas których na ulice wystawiane są stoły i suto się je zastawia. Całe rodziny siadają przy nich i spożywają wspólny posiłek wraz z sąsiadami, popijając Sangią. To popularne głównie latem. Wspaniałe jest to, że w ten sposób między tymi ludźmi buduje się relacja i bliskość. W ogóle uwielbiam hiszpańskie tradycje, moją ulubioną są „castellers” czyli zamki z ludzi. To naprawdę niezwykłe widowisko prawdopodobnie wywodzące się  z procesji religijnych tzw. ,”Tańcu z Walencji”, które kończyły się utworzeniem z ludzkich ciał figury. W Katalonii pierwszy “castells” został udokumentowany w 1770 roku, składał się on z 6 pięter – czyli 6 osób stojących na sobie. Obecnie zdarza się, że wieże dochodzą do 9 pięter! W przedsięwzięciu może brać udział każdy – mężczyźni, kobiety, dzieci, a całości towarzyszy budująca napięcie muzyka. W 2010 roku “castells” zostało uznane przez Unesco jako Niematerialne Kulturowe Dziedzictwo Ludzkości. Lubię też „fiestas de Gracia” w Barcelonie, kiedy to dzielnica Gracia zamienia się w iście bajkową krainę.

castellers

Na koniec pytam o to, czy żyjąc w Barcelonie – stolicy Katalonii czuje, że różni się ona od pozostałych miejsc w kraju: Odrębność Katalonii jest wyczuwalna na każdym kroku, począwszy od odrębnego języka, a skończywszy na mentalności ludzi. Niektórzy cenią sobie Katalończyków właśnie dlatego, że mają inny charakter i chcą niezależności, innym natomiast to przeszkadza. Osobiście jestem gdzieś po środku, czasem podziwiam ich za wspólnotę, którą tworzą i dążenie do celu, a czasami przeszkadza mi ich zamknięcie na innych, zbytnia indywidualność i otoczka, którą tworzą wokół siebie.

 

Jeżeli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o Barcelonie zapraszamy, na stworzoną przez nas stronę: http://bit.ly/eSky_BezPlanu_Barcelona_blog

 

Fot. (C) Creative Commons/Flickr: phgaillard2001 , Josep Bracons, Moyan Brenn, Adobe Stock, Andrew Moore, Castellers d’Esplugues, Adobe Stock.

Podziel się: