0

Where is Juli?

Jakiś czas temu informowaliśmy Was od super promocji lotów do Australii. Ponieważ sporo osób zdecydowało się z niej skorzystać postanowiliśmy opowiedzieć Wam o Australii, żebyście wiedzieli, czego możecie się spodziewać na miejscu. A Ci, którzy nie skorzystali, być może po przeczytaniu tego wpisu zechcą się tam wybrać? Może my i Julia – autorka bloga „Where is Juli?” zachęcimy Was do okrycia tego niezwykłego lądu?

Oczywiście, należy zacząć od tego, jak to się stało, że Julia – dziewczyna z podwarszawskiego Milanówka mieszka sobie teraz w australijskim Brisbane. Historia jest piękna, ckliwa i z miłością w tle. Kilka lat temu, podczas samotnej wędrówki dookoła świata Julia poznała Sama będąc akurat w Australii. Jej wybranek jest Australijczykiem z polskimi korzeniami. I chociaż kilkakrotnie był w swoim życiu w Polsce, nawet w Milanówku, to spotkał Julię dopiero w odległej Australii. I chociaż oboje czuli się ze sobą świetnie, ona nie porzuciła myśli o dalszej podróży i z Australii poleciała do Nowej Zelandii – a on za nią, do Meksyku – również ją dogonił… Historia jak z filmu i  tak optymistyczna, że zdecydowanie warto ją przeczytać na blogu Julii. Koniec końców teraz mieszkają razem w Brisbane, na wschodnim wybrzeżu i wspólnie odkrywają Australię i okolicę. Co Polka może robić w Australii – w końcu nie samymi podróżami żyje człowiek (a szkoda!)? O to zapytałam Julię: Piszę, podróżuję i motywuję. Staram się umiejętnie łączyć swoje największe pasje. Z mediami i marketingiem jestem związana od dawna, przez lata pracowałam telewizji. Dziś głównie piszę, ale wciąż zdarzają mi się, jakieś małe romanse z telewizją. Oprócz tego uczę… języka polskiego i jestem kierowniczką Polskiej Szkoły Sobotniej w Brisbane. Nigdy nie pomyślałabym, że tak potoczy się moja zawodowa kariera.

Przy dużej ilości zajęć podróże zawsze znajduje czas na podróże i odkrywanie nowych rzeczy, chociaż sama twierdzi, że wciąż podróżuje za mało: Za mało! Każdego dnia odkrywam nowe miejsce, do którego chciałabym się wybrać, czytam o ludziach, których chciałabym poznać i ciągle wydaje mi się, że zabraknie mi czasu na zrealizowanie moich marzeń. A tak serio, to po Australii jeździmy sporo, zwiedzamy i plaże i pustkowia, i miasta, i busz. To piękny i wciąż tak mało odkryty kraj, fascynujący kraj, o którym wie się niewiele, dopóki się tu nie przyjedzie. Bo Australię nie tak łatwo zrozumieć i poznać. Więc zwiedzamy ile wlezie, i Australię, i okoliczne wyspy. Czasem poniesie nas w też inne rejony, głównie do Azji, bo jest blisko, ale na następny rok planujemy zwiedzanie Ameryki Południowej. Opowiada też, jak podróżuje się po Australii: Tzw. road tripy to zdecydowanie ulubiona forma podróżowania Australijczyków. Jeżdżą na tydzień, miesiąc, na rok. W małe trasy i w takie dookoła kontynentu. Jeżdżą z przyczepami, kamperami i terenówkami. Śpią na kempingach, pod namiotem, na plaży, nie szukają luksusów. Dla nich przyroda jest luksusem. Podróżują tak, jak i ja lubię podróżować, więc chyba trafiłam w dobre dla siebie miejsce 🙂

Zapytałam też o subiektywny wybór miejsc, które koniecznie należy zobaczyć w Australii i ku mojemu zaskoczeniu dowiedziałam się, że duże miasta jednak niekoniecznie: Niech one nie będą celem podróży (jak zazwyczaj niestety jest) same w sobie. Miasta w Australii są świetne, ale to przyroda i pustkowia tworzą ten kraj, i jeśli chcę się go posmakować, to tam trzeba się udać. Fajnie jest przejechać się od Melbourne do samego Cairns i dużo po drodze można zobaczyć, ale… moim zdaniem najpiękniejsze jest zachodnie wybrzeże, którego chyba nikt nie bierze pod uwagę planując swoje pierwsze wakacje w Australii, bo przecież ‘tam nic nie ma’. I o to właśnie chodzi! Nie ma ludzi, nie ma cywilizacji, pustynia łączy się z oceanem, jest cudowna rafa koralowa (nie Wielka Rafa, ale równie piękna) kangury skaczą po plaży, a w głębi lądu wygrzewają się dzikie wielbłądy. Gibb River Road, Broome, Ningaloo Reef, Coral Bay to chyba takie miejsca na zachodzie, które trzeba zobaczyć. W Australii jest też kilka bajkowych wysp: Rottnest Island, Kangaroo Island, Lord Howe Island no i Tasmania – jeden z moich ukochanych przystanków. Skoro już o głuszy mowa, to pytam też o Parki Narodowe: Jednym z moich ukochanych i łatwo dostępnych (zaledwie dwie godziny drogi od Melbourne), a wciąż nie bardzo popularnych wśród turystów jest Wilsons Promontory National Park. Dzikie zwierzaki, bezludne plaże, latarnia morska, turkusowa woda – raj na ziemi! Warto też pojechać do Blue Mountains National Park (kilka godzin drogi z Sydney), to jeden z najbardziej popularnych parków w Australii, pełen cudownych szlaków w lesie deszczowym i górskich widoków. Whitsunday Islands National Park w Queensland to znowu raj dla amatorów żeglugi i nurkowania, to 74 wyspy otoczone Wielką Rafą i Morzem Koralowym. No i jest jeszcze bagniste Kakadu National Park, gdzie natura żyje swoim życiem. I jeszcze Litchfield National Park przy Darwin, Freycinet National Park na Tasmanii, czy Kosciuszko National Park. Parków Narodowych w Australii jest mnóstwo i są ‘na każdym rogu’. Trudno wybrać ten najpiękniejszy.



Ja widzę przynajmniej jeden powód, by odwiedzić parki narodowe – zwierzaki. W końcu zobaczenie kangura na żywo to nie lada gradka. A Julia twierdzi, że spotkanie ich wcale nie jest trudne: Jest ich dużo i są wszędzie (w Australii uznawane są zresztą za szkodniki). Czasem się zdarza, że zawędrują do miast, ale to rzadkość. Spotkamy je raczej na odludziu, przy lasach, w małych miasteczkach, najczęściej tuż przed zachodem słońca. Pchają się też pod koła, więc trzeba uważać na drodze, żeby nie trafić jednego. Z koalami jest nieco gorzej, bo po prostu trudno je wypatrzeć wysoko na drzewach. Dodatkowo, koale występują tylko na wschodzie i południu, i to nie wszędzie, no i wiecznie śpią. Na spotkanie z australijskimi zwierzakami najlepiej się wybrać do tzw. sanktuariów (są chyba w każdym mieście). Można tam karmić kangury pasące się wolno na wybiegu i przytulić koalę. Moim ulubionym jest Lone Pine Koala Sanctuary. Jakie jeszcze dziwne zwierzęta można spotkać w Australii? Wombaty. Nie są może jakieś dziwaczne z wyglądu, ot zwykłe grubaski, ale budzą we mnie pozytywne uczucia. Są przeuroczymi i ciekawymi stworzeniami! Ostatnio dowiedziałam się np., że robią kwadratowe bobki, żeby zaznaczyć trasę…

A jak ktoś nie lubi głuszy? I jednak woli miasta to czego oryginalnego może szukać w tych dwóch najsłynniejszych – Melbourne i Sydney: O Melbourne mówi się, że to światowa stolica street artu. Warto więc połazić po mieście i pooglądać sztukę uliczną, przy okazji zatrzymując się na wyśmienitą kawę (kawiarnie są tam na każdym rogu). A w Sydney, oprócz spaceru pod Operą (która jest jednym z najładniejszych architektonicznie dzieł świata) warto przejść się wybrzeżem, z plaży Coogee do Bondi . Widoki są oszałamiające!




Problem z Australią – w moim odczuciu – polega na tym, że wszystko to, co wydaje mi się, że chciałabym zobaczyć, leży strasznie daleko od siebie, stąd moje pytanie do Julii o przemieszczanie się: W związku z tym, że odległości w Australii są olbrzymie, transport lądowy nie jest dobrze rozwinięty, bo jest zbyt drogi. Po Australii najbardziej opłaca się… latać. To stosunkowo tania forma transportu i najlepsza jeśli chcemy się po prostu przedostać z punktu A do punktu B. Oczywiście, wyżej wspomniane road tripy, też są ok, jeśli mamy więcej czasu i chcemy pozwiedzać miejsca na trasie. Na wschodnim wybrzeżu też dość dobrze działają tzw. hop on / hop off busy. Pociąg jest zdecydowanie najsłabszym rozwiązaniem. A infrastruktura turystyczna? Jest bardzo dobrze rozwinięta, szczególnie na wschodnim wybrzeżu, gdzie przyjeżdża najwięcej turystów. Wszędzie są informacje turystyczne, nawet w malutkich miasteczkach w górach czy na Outbacku, gdzie można dostać darmowe mapki i wskazówki. Jest też wiele dobrze oznaczonych tras samochodowych tzw. tourist drives, które ułatwiają wybór drogi podczas wycieczki samochodowej. W dużych miastach można udać się na darmowe wycieczki prowadzone przez przewodników-wolontariuszy. Również w internecie, znajdziemy wiele wskazówek oficjalnego biura turystyki Australii. Ma świetnie działające strony dla każdego z regionów i jest bardzo aktywne na platformach społecznościowych.


A jako że gdziekolwiek jestem szukam polskich miejsc – jakoś mnie wzrusza, jak wiem, że nasi rodacy dotarli gdzieś na długo przede mną i coś ciekawego udało im się w danym kraju zrobić, czy coś dużego osiągnąć – dlatego też zapytałam Julię, gdzie szukać polskości: Polska, jest przede wszystkim nasza ulubiona polska knajpa, The Polish Place, przy Brisbane, w górach, tuż przy lesie deszczowym, z kolorowymi papugami i zachodami słońca na piątkę. I polski jest Kosciuszko National Park, z najwyższym szczytem australijskim, odkrytym przez Strzeleckiego. Przepiękne miejsce.



I na koniec pytanie o jedzenie. Co zjeść będąc w Australii? Jest w Australii kilka rzeczy, które warto spróbować. Hamburger z burakiem jest pycha, wołowina jest wyśmienita, ostrygi, krewetki, ryby też są niczego sobie. Jest jeszcze takie cudo, które nazywa się Vegemite, czyli pasta z drożdży. Lubią to chyba tylko Australijczycy, ale tost z Vegemite na śniadanie jest obowiązkowy.

Czujecie się zachęceni do wyjazdu? Wiecie już co chcielibyście zobaczyć w Australii?

Pomyślcie, że tam jesteście. Otaczają Was wiecznie uśmiechnięci, optymistycznie nastawieni ludzie – efekt dużej ilości słońca 😉 których jak twierdzi Julia sportem narodowym jest grillowanie: Grillować i piknikować można zawsze i wszędzie, i na każdą okazję. Na śniadanie, obiad, kolację, na urodziny, ślub, albo bez powodu. Czy to nie miła perspektywa?

A teraz zróbcie z marzeń rzeczywistość!

Podziel się: