0

W Korei i nie tylko

Co wiecie o Korei? Poza tym, że jest podzielona na dwie części? Jacy są Koreańczycy? Co jedzą? Ile pracują? Jakie mają zwyczaje i tradycje? I czy warto odwiedzić to miejsce – tu oczywiście myślimy o Korei Południowej? Postanowiliśmy porozmawiać o tym kraju z Anną Sawińską, która mieszka tam od 2002 roku. Na swoim blogu W Korei i nie tylko opisuje  jego codzienność: pracę w koreańskim jaebolu, życie w koreańskiej rodzinie, manewrowanie po meandrach koreańskiej rzeczywistości, ale też i liczne podróże po regionie. Pretekstem do rozmowy stała się współpraca podjęta przez nas z linią Korean Air, która należy do grupy najlepszych przewoźników świata.  Zachęcamy do lektury 🙂

Jak to się stało, że mieszka Pani w Korei? Jak długo Pani tam jest?

W 2002 roku, jako jedna z dwóch pierwszych osób w Polsce, zostałam laureatką Globalnego Stypendium Samsunga. Przez pierwsze dwa lata studiowałam na Korea University, a następnie przepracowałam prawie trzy lata w głównej siedzibie firmy. Od 2007 roku pracuję dla jednej z największych stoczni na świecie Daewoo Shipbuilding & Marine Engineering Co., Ltd.

Czy ciężko było się Pani odnaleźć w zupełnie innej kulturze? Co stanowiło dla Pani największy problem? Jak długo trwała aklimatyzacja?

Podczas studiów życie w Korei wydawało mi się bardzo przyjemne. Wspaniała infrastruktura i usługi, bezpieczeństwo, wrodzona uprzejmość Koreańczyków, każdy dzień wnoszący coś nowego… Oczywiście istniały problemy z językiem, komunikacją z trochę inaczej rozumującymi Koreańczykami, czy rzeczami zupełnie przyziemnymi jak na przykład bardzo ostre jedzenie, zakładanie konta bankowego czy kupowanie telefonu (wtedy jeszcze system nie był przygotowany na obcokrajowców). Wszystko to jednak stanowiło bardziej bodziec do dalszego pogłębiania wiedzy i wykazywania kreatywności, niż prawdziwą przeszkodę w aklimatyzacji. Schody zaczęły się w momencie rozpoczęcia pracy w jaebolu. Koreańskie korporacje to kwintesencja koreańskiego konserwatyzmu z jego hierarchią, patriarchalizmem, wymogiem bezwzględnego posłuszeństwa, lojalności a także koniecznością poświęcenia swojego życia osobistego.

Jak to jest być europejską/niezależną kobietą w kraju, w którym jest patriarchalne podejście do życia?

Koreanki, które chcą być niezależne i żyć trochę inaczej niż oczekuje tego od nich społeczeństwo, na pewno mają o wiele trudniej niż mieszkające tutaj cudzoziemki. W Korei od kobiety oczekuje się przede wszystkim dobrego wyglądu, nieskazitelnych manier oraz poświęcenia rodzinie. Najlepiej widziane zawody to nauczycielka i temu podobne, które gwarantują stabilność zatrudnienia, ale raczej nie pozwalają na utrzymanie całej rodziny. Pracownicy korporacji, gdzie zarobki są o wiele bardziej atrakcyjne, to przeważnie mężczyźni. Biznes z całą kulturą picia alkoholu, wspólnej zabawy i współpracy opartej na osobistych relacjach, uważany jest za ich właśnie domenę. Kobiety, które pracują dla korporacji to w większości sekretarki, a te które są tutaj na pełnym etacie odchodzą po urodzeniu dziecka. Te kobiety, które mają trochę inny pomysł na swoje życie niż małżeństwo z dobrze usytuowanym mężczyzną i posiadanie dzieci, zakładają swoje własne firmy, szukają pracy w firmach zagranicznych lub po prostu z Korei wyjeżdżają. Zawsze to jednak wiąże się z pewnym ostracyzmem ze strony Koreańczyków, bo tego rodzaju zachowanie stoi według nich poza naturalnym porządkiem rzeczy.

Moja sytuacja jeszcze do niedawna była zgoła inna. Jako obcokrajowiec nie postrzegano moich możliwości według płci, traktowano mnie pod tym względem jak kogoś, do kogo koreańskie reguły nie mają zastosowania. Oczywiście musiałam pracować tak jak Koreańczycy, ale jednocześnie otrzymywałam o wiele więcej poważniejszych i ciekawszych zadań niż koreańscy pracownicy tego samego szczebla. Pewnie też miałam ogromne szczęście co do mojego szefa. Po 10 latach niepowtarzalnego doświadczenia zawodowego zaczynam jednak odczuwać coraz więcej ograniczeń, natykam się na przysłowiowy szklany sufit, który dla kobiet i w ogóle obcokrajowców w Korei przybiera chyba raczej postać wiecznej zmarzlizny. Chodzi o zarządzanie koreańskim zespołem, promocje wewnątrz firmy – na wyższym szczeblu o wiele bardziej liczą się układy, osobiste relacje, to kto z kim chodził do tego samego uniwersytetu… Tak jest na pewno do jakiegoś stopnia wszędzie, ale w koreańskiej rzeczywistości przyjmuje to ekstremalną postać

Jaka jest rola kobiety w Korei? Jakie są Koreanki?

Przyznam się, że pośród Koreanek nie mam nikogo naprawdę bliskiego. Owszem jest kilka osób, którym ufam, ale zaufanie to na pewno nie bazuje na tym, że odbieramy na tych samych falach. O wiele lepiej dogaduję się z koreańskimi mężczyznami. Trudno tutaj generalizować, ale czasem mam wrażenie, że Koreanki dobrowolnie (a może bezmyślnie?) wkładają swoje nadgarstki w społeczne kajdany przesadnie przywiązując uwagę do swojego wyglądu (popularność operacji plastycznych!), świadomie i w sposób zatrważająco doskonały manipulując zachowaniem w zależności od sytuacji, uważając korzystne zamążpójście za jedyny sposób na awans społeczny, a przez to traktując siebie same jak towar, który trzeba jak najkorzystniej sprzedać. Takim zachowaniem jedynie potwierdzają stereotypy, jakie mają o nich mężczyźni.

Z drugiej strony sytuacja kobiet w Korei przypomina kwadraturę koła. Presja na zamążpójście jest ogromna szczególnie jeżeli kobieta ma ponad trzydzieści lat. Kobiety niezamężne postrzegane są jako niepełnowartościowe, coś musi być z nimi nie tak. Stoją poza nawiasem społecznym, co w tak kolektywnym społeczeństwie może być szczególnie dotkliwe. Dalej idąc w Korei zawiera się związek małżeński po to, żeby mieć dzieci. Z kolei po pojawieniu się dzieci kobieta według Koreańczyków nie może wykonywać swojej pracy efektywnie bo ma już totalnie inne priorytety – to dzieci, a nie firma stoją na pierwszym miejscu. Do tego nakładają się koszty związane z opiekunką dla dziecka, dobrym przedszkolem, dalszą edukacją i wychodzi na to, że lepiej opłaca się, gdy kobieta zrezygnuje z pracy i bezpośrednio zajmie się swoim potomstwem. Jest to błędne koło, z którego Koreankom bardzo ciężko się wyrwać, nawet jeżeli mają taką ambicję.

Co Pani najbardziej przeszkadza w Korei? Co Pani najbardziej odpowiada w tym kraju?

W Korei podoba mi się wiele rzeczy
, dlatego ciągle tutaj mieszkam. Na ulicach czuję się bezpiecznie, poziom usług jest na bardzo wysokim poziomie, ludzie są na ogół bardzo uprzejmi. System wynajmu mieszkań pozwala na duże oszczędności, podatki również są znacznie niższe. Korea to też świetne miejsce wypadowe do jednych z najciekawszych zakątków świata, co wykorzystuję przy okazji każdego swojego urlopu.

Najbardziej przeszkadza mi chyba koreański konserwatyzm, a w szczególności sposób, w jaki postrzega się tutaj kobiety, bo ten aspekt koreańskiej kultury bezpośrednio przekłada się na moją osobistą sytuację. Z bardziej przyziemnych rzeczy to do tej pory burzy mi krew przepychanie się i wzajemne potrącanie się Koreańczyków na ulicy oraz obcinanie paznokci w miejscu pracy.

Zwyczaje/święta, których nie ma w Europie, a które na Pani robią największe wrażenie?

W Korei najbardziej liczącymi się świętami jest Chuseok (coś na kształt Święta Dziękczynienia) oraz Seollal, czyli Księżycowy Nowy Rok. To wtedy wszyscy wracają w swoje strony, żeby świętować z całą rodziną. Podczas Chuseok przodkom składa się hołd zastawiając dla nich stół oraz bijąc przed nim pokłony w podzięce za dotychczasową pomyślność w życiu. Odwiedza się wtedy też groby, często położone gdzieś w górach, żeby i tam złożyć pokłon oraz napić się soju z tymi, którzy odeszli z tego świata. Obchody Nowego Roku to również bardzo rodzinne święto, które spędza się w zaciszu swojego domu. Tym razem pokłony składane są najstarszym osobom w rodzinie, za co otrzymuje się od nich porady na przyszłość, a co ważniejsze – zaskórniaki. Podczas Chuseok i Seollal tradycja nakazuje też przyrządzenie i spożycie dosyć specyficznych dań.



Jaki jest stosunek Koreańczyków do obcokrajowców?

Koreańczycy to bardzo etnocentryczny naród. Mieszkańcy tego kraju są niezwykle dumni ze swoich osiągnięć gospodarczych, kultury, czy kuchni. Z wyjątkiem potężnych gospodarek takich jak np. Stany Zjednoczone, na osiągnięcia innych społeczeństw patrzą raczej z uprzejmym przymrużeniem oka. Niestety przekłada się to na brak podstawowego szacunku dla reprezentantów biedniejszych krajów, w szczególności azjatyckich. Osoby takie traktuje się jako „niższe”, bardzo często żonglując niesprawiedliwymi stereotypami. Koreańczycy potrafią też okazać się rasistami – chodzi tutaj przede wszystkim o osoby czarnoskóre. Niedawno na przykład w jednej z dzielnic rozrywkowych zamknięto wstęp dla „Afrykanów” z powodu epidemii Eboli. Przykłady takiego podejścia do obcokrajowców można mnożyć, ale raczej nie należy obawiać się jakiejkolwiek przemocy fizycznej. Na co dzień Koreańczycy są niezwykle uprzejmi, a ewentualny brak chęci pomocy, czy rozmowy może wynikać po prostu z chorobliwej wstydliwości Koreańczyków w posługiwaniu się językiem angielskim.

Co – z punktu widzenia turysty – trzeba zobaczyć przyjeżdżając do Korei?

Na pierwszym miejscu na pewno będzie Seul. To metropolia, gdzie z jednej strony doświadczyć można koreańskiej historii sprzed tysięcy lat (piękne pałace, tradycyjne wioski z domami typu hanok, świątynie, mury obronne), a z drugiej niezwykle rozwiniętej infrastruktury rozrywkowej (Hongdae, Itaewon, Jongno). Seul otoczony jest także górami, do których bez problemu można dojechać metrem.

Osobiście polecałabym również wybranie się na południe Korei w okolice Gyeongju, Busan oraz zwiedzenie obszaru Jeolla-do. To tam można doświadczyć Korei trochę powolniejszej, bardziej otwartej na naturę.


Czy w Korei są przygotowani na przyjazdy turystów? Jaka jest infrastruktura? Organizacja turystyki?

Infrastruktura turystyczna w Korei stoi na bardzo wysokim poziomie. Przez ostatnie kilka lat rząd koreański postawił na szybki rozwój tego sektora, co zaowocowało rozkwitem usług, komunikacji, a także oferty dla obcokrajowców. Wystarczy wejść na stronę Korea Tourism Organization, żeby zdobyć wiele przydatnych informacji oraz w pełni zaplanować swój tutaj pobyt. Cudzoziemcy skorzystać mogą z kilku opcji darmowej komunikacji miejskiej (również międzymiastowej), wolontariuszy, którzy oprowadzą po Seulu, darmowej asysty tłumaczy telefonicznych, szerokiego wyboru infrastruktury hotelowej, a także w razie potrzeby mogą zwrócić się w każdej chwili do „policji turystycznej”. Jak to w Korei wszystko jest bardzo sprawnie zorganizowanie, więc turystyka tutaj to sama przyjemność.

Czy poruszanie się po tym kraju jest trudne? W jaki sposób najłatwiej planować podróż?

Najważniejsze miasta połączone są systemem szybkich pociągów KTX odjeżdżających przeważnie z Seoul Station w centrum stolicy. Do Busan, drugiego największego miasta w Korei, dojechać można w ok. 2,5 godziny (pociągi osiągają szybkość ok. 300km/h, a już za niedługo nawet 500km/h). Pociągi kursują bardzo często, a na rozkładzie ich jazdy można bezwzględnie polegać, więc wydaje mi się to najdogodniejszym środkiem transportu.

Sieć autobusowa jest również bardzo dobrze rozbudowana, podobnie jak sieć autostrad, ale mimo specjalnych pasów dla autobusów podróż zajmie więcej czasu. Jest to jednak rozwiązanie tańsze.

Podróżowanie po Korei nie jest trudne, ale w mniej uczęszczanych miejscach można mieć trochę problemów z komunikacją w języku angielskim. Warto więc przygotować się zawczasu.

Jakie jest Koreańskie jedzenie?

Przede wszystkim bardzo ostre, ale też i bogate w najróżniejsze warzywa. Koreańczycy najczęściej jedzą ryż z licznymi przystawkami, jakie dzielą ze swoimi towarzyszami. W koreańskim jadłospisie nie zabraknie również pożywnych zup oraz mięsa. Wieczorami wielką popularnością cieszą się barbecue z wieprzowiny (tzw. samgyeopsal), której podpieczone kawałki spożywa się w akompaniamencie koreańskiej wódki soju.

Wybór dania obecnie nie powinien nastręczać większych problemów jako że menu podawane jest bardzo często ze zdjęciami potraw. Pewnym wyzwaniem za to mogą być metalowe pałeczki – jedynie w Korei używa się sztućców z tego materiału.

Czy Korea jest drogim krajem?

W przypadku odwiedzin w celach turystycznych wydaje mi się, że nie aż tak bardzo. Mnogość restauracji powoduje, że przyzwoity posiłek można zjeść już nawet za ok. 15 zł. Butelka lokalnego piwa to 9 zł, trochę droższa potrafi być kawa w popularnych tutaj kawiarniach. Jednorazowy bilet na metro to wydatek ok. 3 zł, o wiele tańsze niż w Polsce są taksówki. Bardzo przyzwoite miejsca do zamieszkania w samym centrum Seulu można znaleźć już od ok. 150 zł na dzień, a wejściówki do muzeów i innych atrakcji turystycznych wahają się w granicach 12-30 zł za osobę.

————————————————————————————————————————————————————————————————————————-

Osobistą relację z pierwszych pięciu lat pobytu w Korei  Anna Sawińska zawarła w książce „W Korei. Zbiór esejów 2003-2007” wydanej nakładem wydawnictwa „Kwiaty Orientu”. Druga książka „Za rękę z Koreańczykiem” to intymne spojrzenie na to, jak żyje się Polakom u boku swoich koreańskich połówek. Anna jest również współautorką audycji o Korei „Zakorkowani„, która od ponad roku ukazuje się co drugi poniedziałek.

Podziel się: