0

Piwne podróże

Tym razem na naszym blogu historia o połączeniu pasji podróżniczej ze smakowaniem złotego trunku – czyli piwa. Jeszcze kilka lat temu panowała powszechna opinia, że najlepsze piwa robią Czesi. W Polsce natomiast większość piw smakowało podobnie… aż nagle nastąpiła zupełna rewolucja! Mamy wysyp browarów rzemieślniczych i regionalnych i podróże nawet te krajowe w poszukiwaniu najlepszego piwa, są bardzo wskazane. Tomek Gebel autor bloga Piwne podróże jeździ, smakuje i opisuje, a my pytamy go skąd taka pasja i gdzie piwo jest najlepsze?


Do założenia bloga zostałem namówiony przez znajomego. Mimo mojego początkowego oporu przekonał mnie, że blog to dobry pomysł, pozwala bowiem na systematyczne dodawanie nowych treści i gromadzenie ich w jednym miejscu. Z ciekawym piwem spotkałem się znacznie wcześniej, a każdy swój wyjazd, wycieczkę czy podróż starałem się wzbogacić o spróbowanie lokalnych piw czy informacje o tamtejszych browarach.

Zapytałam więc Tomka, czy piwo wyznacza trasę jego podróży. Czy jedzie gdzieś tylko dlatego, że słyszał o tym, że w danym miejscu ono dobrze smakuje? Na pewno nie wybieram się nigdzie bez namysłu, ale fakt – nie zawsze to piwo jest głównym motywem mojego podróżowania. Aczkolwiek nawet gdy nie jest, to zawsze sprawdzam, co dobrego można w danym kraju/mieście wypić, jaki browar odwiedzić, do jakiej restauracji zajrzeć, aby spróbować czego nietypowego. Zeszłoroczne pobyty na Białorusi i w Portugalii były przykładami takich właśnie podróży. Trafiła się okazja, by odwiedzić te kraje, nigdy wcześniej tam nie byłem, więc z niej skorzystałem starając się piwnie wycisnąć co się da z tych miejsc. Tegoroczny wyjazd wakacyjny do Belgii był jednak podyktowany stricte piwem i piwowarstwem. To chęć poznania belgijskiej kultury piwnej sprawił, że zacząłem myśleć o tym kraju.

Nasze pytanie o najlepsze polskie piwo okazało się być trudne – w końcu każdy ma swój smak i gust, a o tych podobno się nie dyskutuje. Tomkowi nie udało się więc wymienić jednego, może i dobrze, bo dzięki temu jest kilka opcji do samodzielnego próbowania 😉 Polskie browary z pewnością mogą pochwalić się bardzo dobrymi „porterami bałtyckimi”, których światowy poziom jest doceniany na międzynarodowych konkursach (np. Porter Warmiński z Browaru Kormoran czy Komes Porter z Browaru Fortuna). Z pewnością nie będzie przesadą jeśli powiem, że w tej chwili za najlepsze polskie browary uchodzą Pracownia Piwa z podkrakowskiej Modlniczki, Browar Artezan z Grodziska Mazowieckiego i kontraktowe – Ale Browar warzący swoje piwa w Browarze Gościszewo oraz Browar Pinta warzący w Browarze na Jurze w Zawierciu i Browarze Zarzecze. Podkreśla też, że jeżeli ktoś lubi piwo to powinien korzystać z okazji i gdy ma możliwość odwiedzić jakiś browar, właśnie tam – na miejscu, próbować jego wyrobów. Picie piwa w browarze jest kwintesencją wizyty w nim – nie wyobrażam sobie zwiedzania, które nie było by połączone z degustacją. Sprawdzania jak smakuje piwo bezpośrednio z tanka leżakowego to wielka frajda. Gdy już uda nam się odwiedzić browar, choćby mały – lokalny, to zwykle dumny piwowar sam nie może powstrzymać się od zaprezentowania tego, co uwarzył. Gorąco polecam zwiedzanie browarów! Z browarów, które dotychczas udało mi się odwiedzić najciekawszy był Cantillon w Brukseli. To działający od 1900 roku rodzinny browar położony w sercu miasta. Słynie on z warzenia bardzo nietypowych piw zwanych lambikami – są to piwa, które fermentują spontanicznie dzięki szczególnym szczepom dzikich drożdży i bakterii, dla których rejon Brukseli i okolic (Payottenland) jest szczególnie sprzyjający. Gdy w nowoczesnych browarach każdym etapem procesu steruje komputer, tam pozostawione jest to matce naturze. Piwa chłodzą się w otwartych, miedzianych chłodnicach, fermentują w otwartych, dębowych i kasztanowych beczkach. Browar jest jednocześnie muzeum i to o tyle ciekawym, że zwiedza się samemu i można wetknąć nos w każdy kąt.

„Wkroczenie na belgijskie ziemie” spowodowało, że Tomek szybko zaczął opowiadać o tamtejszych trunkach: Piwa belgijskie robią na mnie największe wrażenie. Stanowią całą ogromną gałąź stylów piwnych, a piwowarstwu z tamtych terenów zawdzięczamy bardzo wiele, kiedyś typowych tylko dla Belgii, piw. Są to kwaśne i cierpkie piwa typu lambic – powstające w wyniku fermentacji spontanicznej dzikich drożdży. W Belgii za ich sprawą piwa owocowe przenoszą nas do zupełnie innego wymiaru. Belgowie są mistrzami macerowania lambików z rozmaitymi owocami – wiśniami (piwo kriek), malinami (framboise) czy brzoskwiniami (peche). Cała gama piw klasztornych od wieków wytwarzanych w obrębie belgijskich opactw lub przez samych mnichów. Najsłynniejsze klasztorniaki czyli piwa trapistów warzone jedynie w 6 klasztorach cystersów na terenie Belgii (jednym w Holandii i od niedawna po jednym w Austrii i USA), to ciężkie, esencjonalne, gęste piwa, których zawartość alkoholu nierzadko przekracza 10%. Flandryjskie piwa brązowe i czerwone są uznawane za najbardziej odświeżające piwa na świecie. Brązowe – oud briun to kompleksowe i głębokie w smaku piwa, które zachwycają cierpkością i gładkością, a flanders red są cenione ze względu na ich kwaśność. Bardzo popularnymi piwami są piwa białe – znane jako witbier. Delikatne i lekki piwa pszeniczne, które są warzone z dodatkiem kolendry i skórki pomarańczy. Na charakter i odmienność piw belgijskich wpływają także lokalne drożdże, szeroko nazywane belgijskimi. Sprawiają one, że podczas górnej fermentacji piwo zyskuje bogaty owocowy i kwiatowy aromat, i smak. Nie trzeba bardzo wielu prób, by wychwycić w piwie ducha Belgii. Kto z Was by pomyślał, że w ten sposób można mówić o piwie?

A jak nie Belgia to co? Czego szukać na półkach lub do jakich krajów jechać, by spróbować czegoś nowego? Piwowarstwo niemieckie i brytyjskie także ma się czym pochwalić. Jestem fanem wszelkiego rodzaju mocnych „stoutów”, czekoladowych i kawowych porterów, wręcz winnych „barlewine’ów” czy przeżywających swój renesans piw „india pale ale” – a wszystkie wywodzą się z Wysp Brytyjskich. Niemieckie piwowarstwo jest równie bogate i ciekawe. Tu do moich ulubionych piw należą koźlaki, ze szczególnym uwzględnieniem koźlaków lodowych – warto o nich poczytać na blogu, a także piwa wędzone, których picie tak bardzo przenosi nas wyobraźnią na jesienne ogniska, aż możemy poczuć zapach i smak skwierczącej kiełbaski i dymu. Musiałbym się tłumaczyć przed znajomymi, gdybym nie wspomniał o polskich „porterach bałtyckich”. To klasa sama w sobie wśród mocnych piw dolnej fermentacji.


Piwo ma także swoje święta, w tym najbardziej popularny Octoberfest, na którym zdarzyło mi się być kiedyś. I choć bawarskie stroje regionalne są piękne, a przyśpiewki wesołe, to samo piwo nie zrobiło na mnie ogromnego wrażenia, spytałam więc Tomka, co on myśli na ten temat: Piwne święta i festiwale to niezwykle istotna część kultury piwnej. To przede wszystkim miejsca, gdzie spotykają się miłośnicy piwa, piwowarzy i właściciele lokali serwujących piwo. To świetna okazja aby zaprezentować nowe piwa. Często takim spotkaniom towarzyszą konkursy piw domowych lub plebiscyty piw komercyjnych. Należy jednak dokonać pewnego rozróżnienia. Święta piwne (w tym najpopularniejszy Oktoberfest) to prostu większy festyn, na którym piwo jest istotnym lecz niewyszukanym dodatkiem do zabawy. Na festiwalach (np. corocznym Festiwalu Birofilia w Żywcu) to piwo jest najistotniejsze – i liczy się jego jakość, a nie ilość wypitego. Tu mówi się o piwie, rozmawia się o piwie i propaguje się „wysoką” kulturę piwną. Poza wspomnianym Festiwalem Birofilia spokojnie mogę polecić Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa czy Warszawski Festiwal Piwa, który w tym roku odbył się po raz pierwszy, ale organizatorzy mają duże ambicje, by na stałe wszedł do katalogu najważniejszych imprez piwnych.


Poproszony do wymienienie najbardziej piwnych miast Europy Tomek nie zastanawia się długo: Praga, Bruksela, Monachium, znany chyba tylko z piwowarstwa Bamberg, Londyn – wszystko w zasięgu góra dwugodzinnego lotu samolotem. Te udało mu się już odwiedzić, a teraz marzy o piwach z zupełnie odległych Stanów Zjednoczonych czy Australii: Jeśli miałbym wybrać kraj, do którego zdecydowałbym się lecieć tylko i wyłącznie ze względu na piwo, to bez wątpienia wybrałbym Stany Zjednoczone. To w chwili obecnej kraj o najprężniej rozwijającym się browarnictwie. Jest tam najwięcej browarów – w samym Portland jest ponad 50 browarów!, i najciekawsze style piwne, a do tego wszystkiego masa interesujących (niekoniecznie piwnych) miejsc do odwiedzenia. Kolejnym wyborem byłaby Australia, ale tu już bardziej ze względu na egzotykę, choć piwowarstwo ma się na antypodach bardzo dobrze. Myśli też o podróży do Japonii, z której co prawda piwa jeszcze nigdy nie pił, ale chętnie by skosztował: Jest to kraj, którego piwowarstwo rzemieślnicze jest na bardzo wysokim poziomie, a do tej pory nie dane mi było spróbować żadnego piwa japońskiego. Poza tym nawet gdybym nie wypił ani jednego piwa w Kraju Kwitnącej Wiśni to na pewno byłaby to podróż życia. A z bliższych europejskich kierunków ma jeszcze kilka niemieckich miast na swojej liście miejsc do odwiedzenia: Na pewno chciałbym na kilka dni pojechać do Dusseldorfu i Kolonii aby na własnej skórze i wątrobie przekonać się czy bardziej mi smakują piwa w stylu alt z tego pierwszego, czy koelsch z drugiego – na miejscu na pewno smakują inaczej.

Piwa, święta piwne i oczywiście piwiarnie. W jednych krajach piwosze spotykają się w pubach w innych w piwniczkach. Gdzie jest najlepiej? Podobno niezależnie od przyjętego nazewnictwa wygrywają Czechy i Tomek się z tym absolutnie zgadza: Najlepsze piwiarnie są w Czechach, choć z tym pewnie mogliby się nie zgodzić Niemcy, Anglicy czy Belgowie. Każdy z tych krajów ma bardzo wysoko rozwiniętą kulturę picia piwa, a co za tym idzie – piwiarnie. Z pewnością atmosfera czeskich, małych knajpek jest niepowtarzalna. Zwykle nie uświadczymy tu jednak uśmiechniętej obsługi, najczęściej będzie to małomówny i nieumiejący uśmiechać się kelner, który profesjonalnie poda piwo stawiając kolejną kreskę na leżącej na stole karteczce. W typowych czeskich knajpach ustawione są długie ławy, przy których siedzi się na ławkach – sprzyja to atmosferze zabawy, bo piwo nie służy tam do wysublimowanej degustacji, a jest codziennym napojem gaszącym pragnienie i podtrzymującym rozmowy. Warto pamiętać, że w Czechach nie ma zakazu palenia w lokalach, stąd atmosfera często jest gęsta jak piana na pilsenerze. Takie miejsca jak praskie U Kocura czy Hostinec u Černého Vola są najlepszymi przykładami typowych czeskich knajpek, a – także stołeczne – Pivovar u Medvidku i Pivovar Strahov to nie tylko wspaniała atmosfera, ale też świetne piwo. W Pradze obok ciasnych, mrocznych barów, z drewnianymi ławami, gęstym, gryzącym dymem papierosowym i lejącym się Staropramenem, są wyszukane lokale gdzie za szczyt wysublimowania piwnego uchodzi Plzeňský Prazdroj, jak Czesi nazywają Pilsner Urquella, a do których nie wejdzie się bez krawata. Ale są też tam wspaniałe i nowoczesne browary jak np. Pivovar Strahov, w którym nie ma typowo praskiego gwaru, ale za to jest doskonałe piwo. Świetne lokale znajdziemy w Porto, które nie słynie z dobrych piw. Zupełnie inne w Dublinie, tam na dobre piwo na Temple Bar Street przychodzą całe rodziny, a dorośli piją lokalne „stouty” z Guinessem na czele. Także w Polsce jest wiele lokali ze świetnym piwem, które mógłbym polecić każdemu.

I na koniec pytanie o najlepsze piwo życia, takie którego smak pamięta się na długo? Najlepsze piwo piłem tam, gdzie było mi najlepiej. Pokazuje to jak ważne są okoliczności spożywania piwa. Piwo zawsze będzie lepiej smakowało na wakacjach niż w środku tygodnia pracy. Zawsze bardziej smakowało mi na szczycie góry, gdy mocno zmęczyłem się wchodząc na nią. No i oczywiście piwo zawsze najlepiej smakuje tam, gdzie jest warzone. Mogę więc powiedzieć, że najlepsze piwa piłem w browarze klasztornym Neuzeller, w małej knajpce na Hradczanach w Pradze, na plaży w Portugalii, w przepięknej Brugii siedząc nad rzeką, czy na szczycie Śnieżki.


A Wy? Czy podróżujecie tam, gdzie myślicie, że będzie wspaniałe piwo? Wino? A może zamiast picia wolicie podróżować tam, gdzie jedzenie będzie najlepsze?

Podziel się: