0

Motocyklem przez Bałkany!

Magda Kansy pracownica naszego działu Call Center postanowiła podzielić się z nami wrażeniami ze swojej niezwykłej podróży przez Bałkany. 16 dni, 6 krajów, 500 kilometrów motocyklem. Opisanie wszystkiego, co wydarzyło się podczas wyprawy byłoby niemożliwe, więc w tym wpisie znalazły się najpiękniejsze trasy widokowe, najbardziej malownicze miasteczka, najsmaczniejsze lub najdziwniejsze jedzenie. Kilka wskazówek dla tych, którzy myślą o podróży na Bałkany, ale zastanawiają się czy warto. Otóż warto! Przeczytajcie i przekonajcie się sami 🙂 Oto co wspomina Magda:

Pierwszym krajem, do którego dojechaliśmy była Rumunia. Jeżeli tam kiedyś dotrzesz, to nieważne czy jedziesz samochodem czy motorem przejedź Trasę Transfogarską, zwaną „Szaleństwem Ceauşescu”. Nicolae Ceauşescu zlecił budowę tej unikatowej drogi w latach 70-tych. W jej najwyższym punkcie znajduje się jezioro Vidraru, przypominające nasze Morskie Oko, a także zamek Poienari, należący do Włada Palownika, znanego w szerszym gronie jako hrabia Drakula.

W Rumunii skosztowałam lokalnych przysmaków! Jednak nie polecam tego każdemu 😉 Jedzenie jest bardzo tłuste, a zakąską na tacy mięsnej były kawałki słoniny oraz paski skóry świńskiej.




Potem pojechaliśmy do Bułgarii. Jak większość turystów na wakacjach skierowaliśmy się na Słoneczne Wybrzeże (Sunny Beach). Piękne piaszczyste plaże, a woda w Morzu Czarnym ciepła nawet po sezonie. Jedyny kłopot dla tych, którzy jak my wybiorą się tu we wrześniu polega na tym, że w mniejszych miejscowościach – jak chociażby Sveti Vlas – część restauracji i sklepów jest już zamknięte na zimę.

Będąc w Bułgarii warto zobaczyć niedokończony pomnik komunizmu na szczycie góry Buzłudża w Starej Płaninie. Jeżeli dzień jest słoneczny ze szczytu widać piękną panoramę okolicy. My niestety nie mieliśmy tyle szczęścia, ale zwiedzanie wśród chmur i wiejącego ze wschodu wiatru sprawiło, że to miejsce miało jeszcze bardziej niepowtarzalny klimat.

Wejście do środka pomnika komunizmu jest nie do końca legalne, ale widoki w środku rekompensują ewentualne mandaty 😉


Naszym kolejnym celem była Macedonia – małe zaskoczenie podczas podróży. Przede wszystkim polecam wszystkim wizytę w stolicy tego kraju – Skopje, położoną wśród górskich przełęczy. Pięknie jest zlokalizowany również Park Narodowy Mawrowo w zachodniej części Macedonii – kaniony, ogromne góry i miasteczka skalne w nich wykute zachwycą każdego.

Jesteśmy urzeczeni Macedończykami! Są bardzo gościnni, pozytywnie nastawieni do turystów, wszędzie gdzie byliśmy – nawet w najmniejszych miejscowościach – spotkaliśmy się z ciepłym przyjęciem. Jedzenie w tym kraju jest bardzo tanie i jednocześnie bardzo smaczne. Podczas podróży dojechaliśmy m.in. do miejscowości Debar, której jedyną, jakże jednak wielką atrakcją jest jezioro o tej samej nazwie. Tu jedliśmy przepyszne, wyłowione zaledwie kilka chwil wcześniej ryby. Zapłacić za posiłek mogliśmy w euro. Nie jest konieczne posiadanie lokalnej waluty (Denary Macedońskie), gdyż pracownicy restauracji (jednej z dwóch w całej miejscowości) przeliczają rachunek po aktualnym kursie walut.


Potem ruszyliśmy do Albanii, kolejnego kraju ze wspaniałymi górskimi widokami i krętymi drogami. Niestety tutaj stan tych ostatnich i ich bezpieczeństwo pozostawiają wiele do życzenia. Bez porównania z komfortem jaki był pod tym względem w Macedonii! Tu większość dróg, za wyjątkiem autostrady do Tirany, jest niezabezpieczona i nieoznakowana. Konieczne jest posiadanie aktualnej mapy, gdyż część skrzyżowań jest również nieoznakowana.


W końcu dojechaliśmy do Czarnogóry, która podobnie jak Chorwacja – odwiedzona przez nas na końcu – ma skaliste wybrzeże, które najpiękniej wygląda o zachodzie słońca. Większość tutejszych plaż jest kamienistych. Przybrzeżne miejscowości inwestują w infrastrukturę turystyczną, ale ceny usług nadal są stosunkowo niskie.

Chyba największą dla nas atrakcją była przejażdżka wzdłuż Zatoki Kotorskiej. Polecam postój w mieście Kotor – wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO.


Ostatnim punktem naszej wyprawy była Chorwacja. Tam zaczęliśmy od odwiedzenia Parku Narodowego Krka. Zdecydowanie polecamy to miejsce! Z racji iż cały wcześniejszy miesiąc północna i środkowa część Chorwacji cierpiała na bezustanne ulewy, park został zalany. Cieszyliśmy się, że pomimo to nie zamknięto go i turyści – w tym my – mogli podziwiać tamtejsze wodospady i widoki. Dla porównania spójrzcie na zdjęcia wodospadów w podwyższonym i normalnym stanie wody.


To co zachwyciło nas w tym kraju to liczne portowe miasteczka. Jedno z nich – Torgir – szczególnie nam się podobał. Tu brama wjazdowa do starego miasta zapisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Polecam też „wdrapanie się” na  Górę Św. Jerzego (Sveti Jure – 1762 m n.p.m.) w masywie górskim Biokovo. Jest to druga co do wielkości góra w Chorwacji. Można się na nią dostać zarówno pieszo jak i samochodem, w naszym wypadku motocyklem ;)Wstęp na górę jest płatny i zawiera ubezpieczenie, jednak nie obejmuje ono ubezpieczenia komunikacyjnego. Ze względu na stan dróg i liczne „ślepe” zakręty, na górę wjeżdża się na własną odpowiedzialność. Ale warto! Ze szczytu góry, z jednej strony rozpościera się widok na Adriatyk oraz okoliczne wysepki, a z drugiej widok na masywy górskie i jeziora, nawet te znajdujące się już w Bośni i Hercegowinie.

To był niezapomniany czas! Fantastyczna przygoda i miejsca, do których z pewnością pewnego dnia wrócę. Na bieżąco modyfikowaliśmy nasze plany i dzięki temu ominęliśmy Kosowo, przez które przejazd szybciej doprowadziłby nas do celu, ale za to zobaczyliśmy Macedonię i Albanię… Myślę, że właśnie do Macedonii i może Czarnogóry chciałabym wrócić pewnego dnia. Obecnie są jeszcze najtańsze ze wszystkich przez nas odwiedzonych, ale wydają się najbardziej atrakcyjne turystycznie. Zatem pewnego dnia… 😉

Podziel się: